Wyjazd do Krakowa był jak zwykle przemiły, chociaż ze względu na obrzydliwą pogodę (i nasze lenistwo) nie obfitował w przygody. Muszę jednak przyznać (NIECHĘTNIE!), że oglądanie z twingadem south parków i house'a po węgiersku (kretinizmusz!) to również ciekawe sposoby na marnowanie życia. Tylko moja wyjątkowa determinacja, a także nasze wspólne uznanie i podziw dla amerykańskiej sztuki kulinarnej skłoniły nas do wielkiej wyprawy przez caluśki-kurwa-kraków do mekki smakoszy o wyjątkowo wybrednym podniebieniu - Burger Kinga. Zamroczony głodem autor zamówił sobie zestaw powiększony z podwójnym whopperem i dodatkowym bekonem, który dostarcza energię wystarczającą chyba na spacer aż do Gdańska. Łapczywy samobójca. Jeśli u nas otworzą tę RESTAURACJĘ, to już nigdy nie odwiedzę maka. A te kalorie wyskaczę we wtorek na cucumberze. ^^
Hit wyjazdu: http://www.youtube.com/watch?v=B-Wd-Q3F8KM
I **** slowly, slowly, slowly getting faster~
20/11/2009 15:48:50
07/11/2009 1:13:33
06/11/2009 10:21:59
26/10/2009 22:38:12
13/10/2009 19:09:28
06/10/2009 19:52:16
27/09/2009 0:37:13
24/09/2009 0:27:36
Wszystkie wpisy