Galopujemy, galopujemy i nagle leżymy. Widziałam tylko że Wilejka leci a ja za nią. Leżąc przekulnęłam się szybko, i dobrze, bo by mnie zmiażdżyła, bo leżała na plecach, razem z siodłem i się obracała...
Nic jej się nie stało, nie ma nic odbitego, nie znaczy, nic jej nie bolało, bo całą ją zmacałam :P, krew nie leciała. Obie byłyśmy w szoku. Ale wsiadłam, duużo stępa, trochę kłusu i galop na oklep na lonży, było ok. Po jeździe jak zwykle cała zmyta wodą, poszła się wytarzać i galopem z całym stadem na łąkę :P
Wilejka to łajza i tyle, koleżanka powiedziała, że kiedyś w tym miejscu też się przewróciła (jest tam delikatne obniżenie).