Czasem myślę, że na tym właśnie polega p r a w d z i w e życie: przestać się śpieszyć. Nie musieć nigdzie być ani iść. Nie mieć nic do załatwienia. Niczym się nie stresować. Nie musieć spełniać niczyich oczekiwań.
Oddalić się od ludzi, obowiązków. Zaznać całkowitego spokoju.
Żyć w zgodzie ze sobą. Patrzeć w niebo i cieszyć się wolnością. Jeżeli przez dłuższy czas zaznam czegoś takiego, po pewnej chwili zaczynam czuć jakąś dziwną ochotę, coś mnie pcha, coś mnie ciągnie, niecierpliwie rozglądam się dookoła. Nie muszę się nigdzie śpieszyć, ale nagle chcę się śpieszyć! I odkrywam, że nieskrępowana niczym wolność jest wolnością tylko wtedy, kiedy można ją przeciwstwić czemuś wprost przeciwnemu!
Dlatego u r l o p jest urlopem, że przed nim i po nim następuje praca. A w a k a c j e są wakacjami tylko dlatego, że przed nimi i po nich trwa szkoła.
Gdyby nie było szkoły ( czyżbyśmy naprawdę tak o tym marzyli?), wakacje okazałyby się wielomiesięcznym zagubieniem. Czas by zwolnił. Ponieważ nie trzeba by robić n i c z e g o, nic nie byłoby nigdy zrobione. Nawet nie chciałoby się nam wyjezdżać na wakacje, bo przecież skoro wakacje trwają wiecznie, to zawsze w podróż można wyjechać następnego dnia, prawda?
Ten kto nie urodził się wolnym człowiekiem, nie będzie umiał żyć wolnością. My ludzie motorowej cywilizacji, jesteśmy ludźmi pracy i obowiązków. Nasze marzenia o wolności wynikają z nadmiaru pracy i ciężaru obowiązków, ale ograniczają się do krótkiego odpoczynku, po którym ciągnie nas z powrotem. Rzadko kto potrafi przestać być niewolnikiem systemu, w którym się urodził i wychował. Nie umiemy naprawdę cieszyć się wolością bez ograniczeń.
Tak potrafią tylko Indianie i buddyjscy mnisi:).