Jejeje, jaka szczęśliwa Bianka!
Co za pozytywny dzień. Kolejny!
Zaraz przyzwyczaję się do tego braku trosk :)
Nie wiem, czy dobry humor jest spowodowany
ogromną ilością czekolad jakie zjadłam
(w końcu endorfiny szczęścia!),
czy od udanych zakupów w doborowym towarzystwie Dag (:*),
a może chodzi o to że z satysfakcją mogłam wreszcie tak naprawdę przydać się w społeczeństwie? (Jak to dumnie brzmi!).
Odpływająca ze mnie krew dzisiaj rano
zamiast osłabić dodała jeszcze więcej energii.
Cieszę się, naprawdę. Czuję się potrzebna i taka.. spełniona.
W mojej przyszłej książeczce honorowego dawcy krwi
na dniu 29 maja 2012 zostanie przybita pieczątka: 450 ml.
Pozostaje jeszcze inna, najważniejsza kwestia,
taki mały kołowrotek pobudzający dobre samopoczucie.
Kwiecień i maj jakoś zawsze były wyjątkowe. To chyba taki czas.
I nie próbujcie nawet zaprzeczać, że pogoda nie jest czująca =)
Uśmiecham sie do dzisiejszej propozycji na wesołą piosenkę.
Ten dużo starszy ode mnie, bo 34- letni kawałek
z musicalu "Grease" towarzyszy mi jakos od 14:00.
Chodzi tym razem nie po głowie, a po całym ciele,
które na początek refrenu z tekstem
"You're the one that I want" reaguje jakimiś dziwnymi
skrzywionymi ruchami mających chyba przypominać.. taniec?
Coś się dzieje, chyba chce mi się tańczyć! ^^
Nie będę tego powtrzymywać, idę powygłupiać sie przed lustrem!
ooh, oooh, ooh, HONEY. (a teraz..OBRÓT!)
"Are you sure?
Yes I'm sure down deep inside"
Bez kitu, uwielbiam dzisiejszy wietrzny dzień.