Codziennie dzieje się to samo. Szkoła, konie, szkoła, konie. Jeżdżę do Pana ze zdjęcia, bo prawdopodobnie ma nakostniaka. Mam nadzieję, że na dniach przyjedzie weterynarz i Gawor zacznie działać (oby oby oby oby) W sierpniu może odwiedzę z nim Kierzbuń, ale szczerze powiem, że mam trochę obaw co do naszego wyjazdu. Pozyjemy zobaczymy.
Mam kryzys twórczy. Nie potrafię ani malować, ani robić zdjęć. Co się dzieje? ;__;