Od nowa. Codziennie od nowa. Codzienna obietnica, że coś zrobię. Że zrobię coś lepiej, tak jak powinnam. Dużo powinnam, nie robię nic.
Jak ktoś po mnie przyjdzie - wychodzę. Automatycznie. Że niby jest jak kiedyś.
Już raz dałam pokaz swojej beznadziejności.
Chyba czas przestać wychodzić dokądkolwiek.
Chcę się wynieść jak najdalej stąd. Żeby wszyscy myśleli, że nie żyję, żeby nikt nie wiedział gdzie jestem.
Negatywnie, ale przynajmniej mam ładne poduszki.