Zapraszam :)

Wypromuj się tutaj

...element gotowości bojowej 

2012/05/16   

Złoty Stok 2012

« następne   poprzednie »
Złoty Stok 2012
Poniżej nie taka krótka relacja z III MP w Dogtrekkingu w Złotym Stoku. Tym razem oprócz jaważniejszego członka ekipy - Calgarego na starcie stanełem ja z moim rodzeństwem -  Agatą z którą zawsze zmagamy się na dogtrekkingowych szlakach, Pawłem i z przyjacółką rodziny  :) Agnieszką. Zdjęcie powyżej pochodzi z poprzedniej imprezy w Koszęcinie :)
Wszystkim, którzy przyjechali do Złotego Stoku w dzień poprzedzający zawody towarzyszyła. Bezchmurne słoneczne niebo towarzyszyło otwarciu biura zawodów i wydawaniu numerów startowych. Wykorzystując sprzyjające warunki, po zameldowaniu się w biurze zawodów część uczestników została na ognisku. My natomiast po zmroku udaliśmy się jeszcze na krótki spacer z psem i nic oprócz wiatru nie zapowiadało zapowiadanej przez meteorologów zmiany pogody.
 
 
Rano jednak obudził nas stukający o parapety deszcz. Było mokro i chłodno, woda lała się z nieba z mniejszą lub większą intensywnością bez przerwy. Spowodowało to ,że na start do długiego, blisko 50 kilometrowego dystansu stanęło tylko szesnaście zespołów. Niecałe dwie godziny później w skalisku pojawili się zawodnicy startujący na dystansie około 25 km. Jak zwykle zrobiło się dość ciasno, gdyż na starcie ustawiła się około setka zespołów w trzech kategoriach - kobiet, mężczyzn i rodzin wraz ze swoimi psami. Piętnaście minut przed startem każdy zespół otrzymał mapę oraz kartę na której należy spisać hasło lub wbić zęby perforatora na punkcie kontrolnym. Potem nastąpiła krótka odprawa na której organizator krótko opowiedział o trasie i  pułapkach na które należy zwrócić uwagę. Zawodnicy pokonujący dystans 25 km mieli do zaliczenia 6 punktów kontrolnych z których dwa znajdowały się na najwyższcych szczytach gór złotych - Jaworniku i Borówkowej. Trasa nawigacyjnie była dość prosta, prowadziła głównie po szlakach turystycznych, jedynie w okolicach Borówkowej i dojściu do mety prowadziły po terenach na których nie było oznaczeń. Punktualnie o 8.oo nastąpiło odliczanie i strat. Z pierwszych linii wystartowali zawodnicy, którzy cały dystans mieli zamiar pokonać biegiem i walczyć o tytułu Mistrzów Polski. Jednak zdecydowana wiekszość zespołów pokonywała dystans idąc. Po sygnale startu psy wystrzeliły jak z procy zmuszając swoich dwunoznych przyjaciół do biegu. Już po kilkuset metrach na czoło wysforowała się czołówka którą próbowali gonić inni zawodnicy. Start był bardzo selektywny, pierwsze kilka kilometrów biegło cały czas pod górę do punktu kontrolnego na szczycie Jawornika. Nawigacyjnie droga ta była banalna - cały czas prowadziła pod górę, dobrze oznaczonym czerwonym szlakiem. Po dobiegnięciu do szczytu okazało się, że ścigacze z człówki przegapili odbicie ze szlaku prowadzące do punktu kontrolnego. Tym sposobem wraz z rodziną Garncarków znaleźlismy się na czele stawki. Niestety zejście z Jawornika bylo bardzo wąskie, strome i śliskie i przez to niebezpieczne. Psy po ciezkim podbiegu szybko odzyskiwały siły i ciągneły mocno do przodu powodując błotne kąpiele dwunoznych przyjaciół, dupozjazdy i liczne upadki. Po zejściu z Jawornika do punktu regenearcyjnego biegliśmy spokojnie w grupie prowadzącej. Padający deszcz i chłód sprawił, że psom było chłodno i bardzo dobrze sobie radziły. Gorzej było z ludźmi, przemoknięte ubrania i niezbyt wysoka temperatura szybko wychładzały dzięki czemu była dodatkowa motywacja żaby biec. Za bufetem zaczął się drugi ciężki podbieg pod Borówkową. Podbieg, jak podbieg - pikus w porównaniu z tym co czekało nas do góry. Aby dotrzec na szczyt do punktu kontrolnego trzeba było w pewnym momencie odbić z drogi którą się podążało. Niestety gnając ostro pod górę zapewne z braku sil przegapilismy pierwsze odbicie w kierunku punktu kontrolnego, dotarliśmy do kolejnej ścieżki którą można było odbic w kierunku szczytu, jednakile osób, tyle propozycji. Nie moglismy się zdecydować za jednym wariantem. Wiedziałem, że należy wbiec w  ścierzynkę zmierzającą pod górę, gdyż punkt miał być na samym szczycie. Jednak trudno jest przekonać do czegoś czego nie jest się pewien towarzyszy którzy mają inne pomysły. Zatem przez około 30 minut kreciliśmy się w kółko bez ładu i składu az w końcu postanowilismy zawrócić aby odnaleźć własciwą drogę. Tym sposobem za połową dystansu czołówka znalazła się gdzies w połowie stawki i wszystko wymieszało się jak w tyglu. Z Borówkowej znów czekało nas zejscie dość stromym, wąskim i sliskim szlakiem wzdłuż granicy Polsko-Czeskiej. Po dotarciu na stosunkowo płaską powierzchnię postanowilismy, że trzeba przyspieszyć, zatem braciszek biegł przodem a reszta rodzinki wraz z psem próbowała go gonić. Poruszaliśmy się bardzo szybko i wszystkim, nawet psu brakowało tchu. Po drodze mijaliśmy bardzo wiele zespołów, biegaczy, spacerowiczów, trudno dokładnie ich wszystkih zliczyć. Dobieglismy tak do ostatniego punktu, po którym również czekała nas nawigacyjna pułapka. Droga którą biegliśmy prowadziła przez szczere pole. To znaczy łąkę, jednak trawa była wysoka i nie było na niej śladów stóp. Oznaczało to że znów jestesmy w czołówce lub znów pomyliliśmy sie i gdzies po drodze nie skręcilismy w odpowiednią ścieżkę. Jako że po pietach deptało nam kilka konkurencyjnych zespołów nie było zbyt dużo czsu do namysłu. Wszyscy przemieszczalismy się razem i albo pójdziemy dobrze albo nie. Ktoś zaczął prowadzić wąską ścierzynką w las, cała reszta ruszyła za nimi i nagle zrobiło się stromo, bardzo stromo. Psy świetnie dawały sobie rady natomiast człowiek pokonywał trasę dupozjazdem. Trudno było pokonać śliskie i nieuczęszczane zbocza w dół, na których nawet nie było ścieżki. W końcu dotarliśmy do ulicy. okazało się, że jesteśmy na samym końcu grupy, wiec znów trzeba było gonić. Dotarliśmy do kopali złota a stamtąd trzeba było dotrzeć na skalisko. Na stromym odcinku udało nam się dogonić i wyprzedzić konkurencyjny zespół i zajeliśmy bardzo dobre drugie miejsce. Zmęczeni, przemoknięci na mecie cieszylismy się ze zdobytego miejsca pochłaniając słodycze.
Jak zwykle zabawa była przednia. Najwazniejszy członek naszej rodzinki - Calgary chętnie jeszcze raz pokonałby ten dystans, jednak my juz mielismy dosyć. Zmarznięci i głodni poszlismy się przebrać i najeść. Zaliczyliśmy tym samym kolejną bardzo udaną imprezę. Mimo trudów przebytego 30 kilometrowego dystansu (kilka kilometrów zrobilismy extra błądząc po lasach) bardzo się cieszę, że zaliczyłem kolejny Dogtrekking.
Siedzę i tonę i tonę we łzach

Wypromuj się tutaj

Brak komentarzy
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika hipertonic.

Najnowsze wpisy

Złoty Stok 2012

16/05/2012 20:51:35

biegamy z ludźmi

25/04/2012 21:41:02

Koszęcin 2012

16/04/2012 19:12:40

Kochamy życie

05/04/2012 22:35:58

Rudawy Janowickie

01/04/2012 18:41:56

Rzymu cz 2

17/03/2012 14:01:11

Rzym

10/03/2012 16:57:13

jeszcze dwa dni...

29/02/2012 19:18:30

Wszystkie wpisy