|
2009/05/23
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Potrzeba dzielenia się z kimś radością jest jednak ważniejsza, niż jakiekolwiek zasady. Tak oto właśnie jadę sobie jutro do Wrocławia na Akademickie Mistrzostwa Polski, a cały ten plan jest ściśle tajny i ściśle strzeżony. Moja konspiracja działa idealnie, aż jestem z siebie dumna. Poza tym, ja tak bardzo lubię Wrocław...
I wcale mi nie jest jakoś szczególnie smutno z nieobecności w Pobierowie. Całe liceum z pełną świadomością unikałam takich imprez, więc skoro teraz nie mogłam jechać, to może była to ręka opatrzności, czy coś w tym stylu? Tak czy siak, bardzo się cieszę (i to może zabrzmieć gorzko nieco), że niektórych zobaczę po raz ostatni 1 czerwca. Chyba jednak mam za słabą głowę na całą tę szarpaninę :)
Seczuan na zdjęciu powyżej. Podczas kontemplowania łąki ze swojego tarasu, połączonego z boksem ;)