Photoblog.pl

Załóż konto

rozczesz moje kołtuny naiwności. 

2012/02/26   

miłość.

« następne   poprzednie »
miłość.

Był po prostu jak antrakt między pierwszym a drugim aktem opery. Ona wtedy wypiłaby najlepszego szampana, jakiego mają w barze. On miał być jak ten szampan. Tylko na przerwę. Miał uderzyć do głowy. Miał smakować i miał wywołać ten rausz na następny akt. Aby muzyka była jeszcze piękniejsza. Jakub był taki. Jak najlepszy i najdroższy w barze szampan. Oszołomił ją. Potem miała być jeszcze druga przerwa. A potem koncert miał się skończyć, i szampan też. Ale tak nie było. Po raz pierwszy w życiu z całej opery najlepiej zapamiętałam przerwę między pierwszym i drugim aktem. Ta przerwa tak naprawdę nigdy się nie skończyła. Zdałam sobie z tego sprawę dzisiaj rano w tym pokoju. Głównie dzięki zmysłom wyostrzonym czwartym dniem głodówki i czwartej szklance wody. Zdała sobie sprawę, że chciałaby aby to słyszał każdego dnia, nie tylko dzisiaj. Aby wiedział, że ona tak mocno kocha.  

 

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Warszawskie życie!

 

Powrót.

 

'blondynkowa prehistoria '

 

szminki i róż.

 

Wpis greeney

 

brak nut.

 

trudne przykazanie.

 

miłość.

 

Wszystkie wpisy
Trochę magii w codzienności :)