- Załóż swojego fotobloga!zarejestruj|
- dyskutuj na forum|
- zaloguj
|
2010/03/18
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Zeszłoroczne, z początku kwietnia. Karolina, jak w sobotę będzie słońce, to robimy takie z Literem, dzisiaj zabrali nawozy z tyłu stajni :-))))
Dzisiaj miałam dość pracowity dzień, bo do wszystkich innych obowiązków doszło mi 2 razy dziennie lonżowanie dwóch wczoraj kastrowanych, byłych ogrów. Plus dawanie zastrzyków 3 koniom. Nie ma w tym nic złego ani strasznego, panowie którzy przyjechali po faktury za żyto, ganiali za mną po padoku.
W ostatnim tygodniu załatwiłam bardzo wiele rzeczy związanych z końmi i naszą stajnią. Tylko czasem zastanawiam się skąd brać motywację do działania, gdy opadają ręce na obojętność i beztroskę innych.
Wczoraj pan weteryniorz (;-)) zdziwił się, że ja sama te wszystkie konie obskakuję, i spytał, czy będę mieć kogoś do pomocy przy dawaniu zastrzyków, ja, że nie. Bo wczoraj dwie osoby trzymały konia i to z dutką jeszcze i ciężko było zastrzyk zrobić. Zrobiłam sobie dziś dutkę z pędzla (bo w tych dużych ławkowcach jest dziurka) i jako, że za bardzo nie moglam zrobić zastrzyku jedną ręką, to przywiązałam dutkę do kantara sznurowadłem uprzednio wyciągniętym z buta :-) Ale spoko, dziś nie było tak hardcorowo, koń też się bardziej stresuje jak mu banda ludzi wejdzie do boksu, a mnie to jednak znają , więc się dogadałam. No i jakoś daję sama radę z tą piętnastką naszych koni.
A panowie z gorzelni oraz pracownicy gospodarstwa i tak uważają, że przy koniach nie ma roboty, (że konie to darmozjady i strata czasu), że praca z nimi, to tylko niby-praca, w zasadzie to ściema pracy, a praca w biurze to już w ogóle nicnierobienie i luzik. No nic, trudno. Pan weterynarz się wczoraj lekko zniesmaczył tym podejściem- odczuł je na własnej skórze :-/. Szkoda by tylko było, gdyby przestał chcieć do nas przyjeżdżać, bo gdzie my drugiego takiego znajdziemy... przepraszam, gdzie ja znajdę.