Photoblog.pl

Załóż konto

Galeria Gosi Kluczyńskiej 
zapisz

Sezon na bombki!

Sezon na bombki!

Oficjalnie ogłaszam, że sezon na malowanie bombek uważam za otwarty! :)

 

Więcej znajdziecie na:

 

http://www.galeriagosikluczynskiej.pl/2017/10/bombki-niecnie-wkradaja-sie-w_19.html

 

 

 

 

:D

Wektor

Wektor
Wektor żebrzący o jabłko:)

Portret kasztana

Portret kasztana

Dzisiaj przedstawiam Wam kolejny rysunek, wykonany suchymi pastelami na podstawie fotografii Katarzyny Okrzesik-Mikołajek. 

Mam nadzieję, że się spodoba ;)

 

Życzę miłego wieczoru, a jeśli chcecie zobaczyć więcej szczegołów oraz etapy jego rysowania, zapraszam na moją stronę:

 

http://www.galeriagosikluczynskiej.pl/2017/08/31/kasztanowy-kon-hiperrealistyczny-portret

Wektor ;)

Wektor ;)

Wektor

Rybno Wielkie

30.09.2017

 

Jak obiecałam, oto Wektor ;)

Na zdjęciu oprócz niego, bratanice męża. Swoją drogą mój koń bardzo przypadł im do gustu :)  Zwłaszcza Klaudii po prawej. 

Jesteśmy nadal w Rybnie Wielkim u Asi i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Opiekę ma genialną. Jestem o niego spokojna, chociaż z COPD borykamy się dalej. Lasery go uratowały, ale dbać trzeba nieustannie. Tej zimy mam w planie ponownie użyć homeopatii. 

Poza tym Wektor wiedzie życie już raczej "emerytalne" :D  Nie męczę go jazdami, bo ani on nie ma niestety w pełni sprawnych nóg, ani ja nie mogę wsiadać. Trochę bałam się, że brak treningów źle na niego wpłynie, ale jest wręcz przeciwnie. Nóżki ładnie mu odpoczywają, nawet na tyle, że puszczony na wybieg bryka jak młody i bawi się z innymi końmi. Ba! Był okres czasu, że przejął władzę nad kobyłami ;)  Stworzył sobie harem i nie dopuszczał do nich żadnego wałacha :)  Ale byłam dumna! Tak więc Wektor jak na siebie ma humor i czuje się całkiem nieźle :)

W maju skończył 13 lat. Kto by pomyślał? Miał wąchać kwiatki od dołu w wieku 5-6 lat. Mamy zatem co świętować :)  Tyle czasu walki i leczenia, szukania odpowiedniego miejsca... Wszystko nam się zwróciło z nawiązką. Oby tylko się nie pogarszało. Trzymajcie za niego kciuki. Ma ogromną siłę i chęć życia. Mój najlepszy...

 

Ponownie zapraszam do zwiedzania mojego autorskiego bloga! Znajdziecie w  nim przede wszystkim obrazy, również te końskie  ;)

   

 www.galeriagosikluczynskiej.pl

 

 

oraz mój Facebook:

https://www.facebook.com/Galeria-Gosi-Kluczy%C5%84skiej-198405844018662/

 

 

 

Nowy Blog ;) Zapraszam!!!! :)

Nowy Blog ;) Zapraszam!!!! :)

Witam Was serdecznie po tak długim czasie ! :)

 

Chciałabym zaprosić wszystkich do odwiedzania mojego nowego bloga:)    

 

http://www.galeriagosikluczynskiej.pl/2017/08/zoty-andaluz.html

 

 

oraz mój Facebook:

https://www.facebook.com/Galeria-Gosi-Kluczy%C5%84skiej-198405844018662/

 

 

Znajdziecie tam prace i posty związane z malowaniem i nie tylko;)    

 

Na photobloga również zamierzam wrócić, chociażby z powodu Wektora. Dawno nie mieliście o nim żadnych informacji, troszkę się pozmieniało. A skoro kiedyś zaczęłam jego temat i przedstawiłam całą naszą historię, to mam nadzieję, że chętnie co nieco obejrzycie i poczytacie;)    Będzie to dodatkowo przyjemność dla mnie, dobrze czasem wylać z siebie  emocje i wszystko opisać :)

 

Życie potoczyło się tak, że mam teraz więcej czasu (przynajmniej na razie). Dlatego malowanie, rysowanie i wszystko co się z tym wiąże rusza pełną parą!!! Natomiast powstały blog będzie łączył w sobie przeróżne techniki tworzenia, przedstawiał moje obrazy oraz opisywał materiały, którymi się posługuję i ich jakość. Taka galeria przeplatana poradami jak rysować i malować. Jeśli komukolwiek się one przydadzą będę przeszczęśliwa!:)    Dlatego ZAPRASZAM SERDECZNIE !

 

 

http://www.galeriagosikluczynskiej.pl/2017/08/zoty-andaluz.html

 

 

oraz mój Facebook:

https://www.facebook.com/Galeria-Gosi-Kluczy%C5%84skiej-198405844018662/

 

 

A w następnym wpisie przedstawię "obecnego" Wektora. Czuję, że jestem Wam to winna ;)

 

Naszła mnie ogromna, wewnętrzna potrzeba wylania swoich myśli, nawet jeśli będą one przedtsawione mało gramatycznie i składniowo :)

 

Była sobie mała dziewczynka. Miała bardzo nieśmiałe marzenia, nieśmiałe, bo mało realne. Marzyła, że kiedyś będzie mogła jeździć konno. Z góry jednak założyła, że to raczej niemożliwe - brak pieniędzy, zgody rodziców i żadnych znajomych z takiego środowiska. Konie przenosiła z wyobraźni na rysunki i obrazy, na tym kończył się kontakt z nimi. I co dalej? 

 

Nagle coś huknęło. Pojawiła się okazja - pierwsze lekcje jazdy w liceum. Oczywiście talentem nie zachwyciła :) Ale to wystarczyło jej do szczęścia. Nauka co tydzień lub dwa, pieniądze jakoś udawało się zarobić. Tak przez dwa lata, potem kolejna szkółka, kolejne "ulubione" konie. Jak przyjemnie było powiedzieć znajomym "tak, jeżdżę konno". Robiła coś wyjątkowego, czego większośc ludzi nie ma nawet co te dwa tygodnie. Nie mówiąc o samym fakcie przebywania z końmi. Prawda była taka, że trochę się ich bała. Pewnie dlatego, że późno zaczęła - dzieci mają mniejsza świadomość ryzyka. Jednak mimo strachu wsiadała zawsze. W drugiej szkółce poznała młodego konia, miał trochę ponad 3 lata. Pewnego dnia właścicielka spytała czy nie chce na niego wsiąść. Dziewczyna osłupiała - nie jeżdziła dobrze, dlatego taki pomysł nawet przez myśl jej nie przeszedł. Wsiadła. 

 

I tutaj zaczyna się nasza wspólna historia - moja i Wektora. Moja wielka miłość, moje najpiękniejsze marzenia. 

 

 

A w tej historii przewijają się ludzie, tylu już nam pomagało,  w walce z jego chorobą zwłaszcza. Za niektórymi tak strasznie tęsknię :( Myślałam, że nigdy się nie rozstaniemy, że zawsze będziemy dla siebie wsparciem... Takie przyjaźnie zdarzają się raz w życiu.

Tak jak ludzie odchodzą, nawet ci najlepsi, tak z Wektorem jesteśmy nieustannie razem. I póki mogę, nigdy go nie oddam. Choćby kulał na wszystkie cztery nogi, miał alergie 10 razy większą niż teraz, nigdy nikomu nie oddam... Chyba, że dla jego dobra. Za dużo mu zawdzięczam, nauczył mnie poświęcenia, empatii, wytrwałości i za bardzo go kocham.

 

 

Jak widać po zdjęciach po raz kolejny musieliśmy się przenosić... Choć w Zielątkowie było dobrze, to jednak dla Wektora nie do końca.. Zbyt suche środowisko, kurz z pól zaczęły pogłębiać COPD ;/  Trzeba było podjąć kolejną trudną decyzję... Ostatecznie Wektor wylądował w maju w Rybnie Wielkim. 

Nie wiem jak będzie, ale na razie jest bardzo dobrze. Stajnia leży na obniżonym terenie, otoczonym gęstymi drzewami, także kurzu nie ma tam prawie żadnego. Do tego trzy posiłki dziennie i czystość sa dla mojego konia ogromnym plusem. Minął miesiąc, a Wektor nawet nie schudł w związku ze stresem przeprowadzką. Wręcz przeciwnie, powoli zaczyna wyglądać jak koń (od zimy znowu zaczął chudnąc :( ). Sierść wyładniała, a jak poprawił mu się humor! Niestety już w Zielątkowie dopadła nas kontuzja . Dzielnie z nią walczymy, Wektor ma podkowy odciążające zadnie nogi. "Rehabilitacja" ma trwać jeszcze około 2,5 miesiąca. Damy rade i z tym :)

Chociaż mój D wywraca już oczami na kolejne wieści o zdrowiu konia i kosztach z tym związanych. 

 

 

Cokolwiek się zdarzy, mogę być dumna z tego, co osiągnęłam. Wektor żyje dłużej już jakieś 5 lat niż zapowiadał weterynarz. W dodatku nie męczy się, ma humor, ma siłę i tą siłą napełnia mnie cały czas. To najbardziej spragnione życia zwierzę jakie w życiu widziałam. Dla mnie prawdziwy cud. I zaszczyt, że wybrał mnie.

 

Może ktoś to przeczyta, więc chciałam podziękować tym którzy nam pomogli, obojętnie, czy kontakt jest czy już wygasł. Bez Was byłoby o wiele trudniej. 

 

Następny wpis o ile się pojawi, to na pewno nie prędko. Mam nadzieję, że będę mogła napisać to samo co dzisiaj, że Wektor czuje się dobrze. 

 

Dobranoc :)

 

Ludzie mają wiele "swoich" koni. Ja miałam i zawsze będę miała jednego. 

 

 

 

Wektor

Zielątkowo jesień 2014

 

 

UWAGA!

 

Powstał krótki film o Wektorze dzięki Werner Reimers - za ich sprawą rozpoczęliśmy leczenie laserem w kwietniu 2013.

 

W międzyczasie ogromnie wyciszyliśmy chorobę  jest nieporównywalnie lepiej! Odbyły się szkolenia, konferencje, pokazy, między innymi w Londynie (drugie zdjęcie - Wektor jest z tyłu na plakacie).

 

Mój koń i jego historia stały się trochę  takim "logo" RJ Laser Therapy (Cold Laser Therapy). Jestem przedumna, przeszczęśliwa, bo to wszystko jest dowodem na to, że KAŻDY może uratować drugie życie. Wystarczy mieć marzenie, poświęcić się i bardzo, bardzo mocno kochać.

 

 

a oto i film:

( małe sprostowanie - Wektor ma 10 lat i 4 lata był na sterydach)

https://www.youtube.com/watch?v=4H1YK9rxlOk&feature=youtu.be

 

Gorąco polecam wszystkim właścicielom koni z COPD/RAO!

 

 

Wpis goosia88

Mój.

 

 

Widzę go przynajmniej raz w tygodniu. Rozmawiam z nim, czyszczę, głaszczę, karmię, jedziemy w las na wspólne tereny. Niby ok, ale cały czas jest we mnie ogromna tęsknota... Tęsknię za nim, za tą adrenaliną przed jazdą, za oczekiwaniem na wyjazd do stajni, za motywacją... A głownie za tym, że kiedys liczył się tylko On... Nie praca, nie obowiązki, tylko mój konik. Teraz mi go po prostu za mało :( Szkoda, że dorosłe życie tak brutalnie odbiera pasje, marzenia... Człowiek wraca do domu po pracy i nawet nie ma siły jechać do Niego, chociaż kiedys leciał jak na skrzydłach...  

Aż wściekła jestem sama na siebie. 

 

Jedyne czego jestem pewna, to, że kocham tego konia najbardziej na świecie... I nigdy nie będe potrafiła się z nim rozstać.

Mój.

Mój.

 

Jestem szczęśliwa. Myślę, że Wektorowi też jest lepiej niż kiedykolwiek..

 

 

Czuję tylko wielką tremę przed tym co ma być i czy dam radę ze wszystkim.... 

I smutno mi, że czasem tak łatwo zapomnieć :( Ale z drugiej strony pewnie byłam głupia czekając na odpowiedź. 

 

Czułam potrzebę napisania po takim długim czasie..

Wpis goosia88

Bonifacy

Kamionek 2013

 

 

 

O moim życiu powinnam napisać książkę. Tak, jest zdecydowanie niebanalne. To dobrze. 

 

Długo tutaj nie pisałam. Głównie dlatego, że byłam poza domem praktycznie całe wakacje i bynajmniej nie spędziłam ich obijając się. Specjalne zamówienie, dla specjalnego klienta - 4 spore murale. Jestem zadowolona z efektu. Byłby lepszy, gdybym miała na 1 obraz jakieś pół roku, a nie dwa tygodnie, ale trzeba było wracać. Myslałam, że ta misja sama w sobie będzie wyjątkowa, dziewczyna z miasta jedzie na wieś, bez nikogo znajomego, na prawie 2 miesiące malować ogromne ściany... Taki zastrzyk adrenaliny, poczucie, że robi się coś innego. I miałam rację, wyjazd był wyjątkowy, tylko, że jego wyjątkowość przerosła całkowicie moje oczekiwania. 

 

Samo malowanie mimo częstych narzekań dużo mi dało. To taka dawka pokory i szacunku do pracy.. Wracałam nieprzytomna do hotelu, ale zadowolona, bo robiłam to, co kocham. Tam nie musiałam przejmować się niczym, trzeba było tylko pracować. Ciuchy, makijaż, włosy, to wszystko było nieważne. Do tego taka wolność i zero zmartwień.

 

Chyba juz zawsze będę pamiętała jedną niedzielę, kiedy nagle zaczął padać deszcz. Od razu wiedziałam co trzeba zrobić. Rzuciłam farby, pobiegłam nad jezioro i w tym co miałam na sobie skoczyłam do wody. Byłam sama ze sobą, robiłam zupełnie nienormalną i szaloną rzecz. Kto pływa sam w ulewie w jeziorze w miejscu gdzie nawet nie ma plaży i normalnego zejścia? To była tylko moja chwila i czułam się z tym dobrze... Takich momentów było więcej, znacznie więcej. Do tego mnóstwo czasu na myślenie, zastanawianie się. Kiedy maluje się 10-12 godzin dziennie można przeanalizować milion spraw. 

 

Pan ze zdjęcia towarzyszył mi dzień w dzień :) Z 1-tygodniowego wyrósł na 2-miesięcznego kocurka z niesamowitym charakterem. Robiłam za kocią mamę, bo swoją niestety stracił. Nie sądziłam, że koty moga być takie towarzyskie i tak się przywiązywać. Nawet w ostatni dzień na spacerze po lesie towarzyszył mi krok w krok :)

 

Ale czym byłby ten wyjazd bez ludzi? :) Bez ludzi dzięki którym miałam szansę tam być, bez tych, którzy w stajni zajęli się Wektorem i bez tych którzy towarzyszyli mi te 2 miesiące w Kamionku? Niczym. Oni dali mi największą lekcję pokory, szacunku, cierpliwości... Piszę jakbym conajmniej grała w jakimś wzniosłym filmie, ale tam naprawdę tak było :) Jeden jedyny malutki Kamionek obrócił mi zycie o 180 stopni. 

Do tej pory moją zyciową misją był Wektor. Mam pomału wrażenie, że ta misja się kończy. Nawet jeśli on będzie miał gorsze dni i tak juz wygraliśmy, bo z konia, który umierał zrobił się silny wariat z ambicjami konia wyścigowego, mimo, że całkowicie mu to nie wychodzi :P Z niego jestem dumna najbardziej na świecie... I ogromnie wdzięczna Cioci Natalii, która pokochała go jak swojego :)

Wszystko jest tak mądrze ułozone, że po jednej misji przychodzi następna :) Może i jeszcze ważniejsza. Znowu trzeba skopać życiu dupę i tym razem skopię :) 

 

 

Ten fotoblog był głównie pewnego rodzaju historią Wektora. Kiedy sobie przypomnę początki to nie mogę uwierzyć w to ile dało się zrobić... W ten weekend jest kurs dla weterynarzy z Polski na temat leczenia koni chorych na to co Wektor. O niczym większym nie mogłam marzyć. Nie tylko podleczyłam jego, ale inne konie też dostaną szansę o niebo większą niż dotychczasowe farmakoterapie. I tutaj mam potrzebę zakończenia prowadzenia mojego profilu. Wektor nauczył mnie miliona rzeczy, w tym olbrzymiej odpowiedzialności i przenigdy nie żałowałam i nie będę żałowała tego, że go mam, ale czas ruszyć dalej :) Kolejny etap, kolejna misja w zyciu, mniej "końska" więc po prostu tutaj nie pasuje. 

 

Każdemu życzę takiego konia jak Wektor. Tego jedynego na świecie, pięknego, mądrego. I takiej wielkiej miłości, dla której można poświęcić niemal wszystko. Już kiedyś to pisałam, konie są tak delikatne i kruche, że mamy obowiązek doceniania każdej chwili spędzonej z nimi, bo mogą zniknąć szybciej niz nam się wydaje. 

 

Mam nadzieję, że spędzę z nim jeszcze wiele lat.

 

I w ten oto sposób nadszedł koniec prowadzenia fotobloga i początek czegoś zupełnie nowego :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wektor

20,07,13

 

 

 

 

Ale ja za nim tęskniłam!!!!!! A znowu muszę wyjechać :( No cóż, bywa i tak. Wytrzymam.

 

 

 

Wracam za nie wiem ile.... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wpis goosia88

Natalia Ciszek i Dania

 

 

 

 

 

Więc od 8 do 22 lipca nie ma mnie :)

 

 

 

 

 

 

 

 

Wpis goosia88

Monika i Murcja

Zielątkowo

 

 

Wczoraj przemiła sesja. I wsyzstko byłoby cudownie, gdyby mój photoshop nie zawieszał całego komputera :(

 

 

 

Teraz przygotowania do jutrzejszego wyjazdu... Czyli jak zwykle pracowicie :D

 

 

Serdecznie zapraszam do poprzendiego wpisu - to baaaaardzo ważne!!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wpis goosia88

Chciałabym zaprosić  na 

KURS LASEROPUNKTURY KONTROLOWANEJ (PCLAC) 14-15 WRZEŚNIA 2013,

który zostanie przeprowadzony  pod okiem Dr. N. Wet. UWE PETERMANNA

 

 

Szkolenie przeprowadzone będzie dla lekarzy i studentów weterynarii, między innymi by wdrożyć metodę jako formę leczenia RAO (COPD) oraz wielu innych schorzeń.

W tej chwili terapia praktykowana jest na chorym koniu w Stajni Patataj w Zielątkowie  z pozytywnym efektem.

 

Wszelkie dodatkowe informacje można zaczerpnąć na stronach internetowych:

http://www.promora.com.pl/

http://laserywweterynarii.pl/

https://www.facebook.com/events/152033038317483/

 

 

Bardzo proszę o udostępnianie tej informacji znajomym!

By szkolenie się odbyło potrzebujemy 25 uczestników.

Metoda jest rewolucją w dziedzinie leczenia RAO !!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyświetlanie archiwum

Wpisy Mozaika

Filtruj wpisy

Linki

Facebook fanpage