Minęło mnóstwo czasu od mojego ostatniego "wejścia". Wiele się zmieniło, ludzie, otoczenie, łóżko pod inną ścianą, poprzestawiane meble, kupa i góra wyrzuconych niepotrzebnych rzeczy. Imieniniowe misie, kartki z imionami, podarte zdjęcia i pochowane stare ramki. Kilogramów może też ubyło. Więcej miejsca, choć wcale nie oznacza to większej przestrzeni. Nie, no nie, nie myślę już tylko o sobie, nie jest ważne by było mi najlepiej ani to, że moje problemy są "pępkiem świata". A - może czasem ... Nie piszę już po ścianach, ani po rękach by zapamiętać to co muszę. Pamiętam. Na pewno dziwne jest to, że zimno mi cały czas i hoduję drzewko cytrynowe. To dopiero wyczyn! Zazwyczaj każda roślinka umierała przy mnie. Czas, taki jak wcześniej, szybki ale tam gdzie trzeba wie jak postępować. Któryś już rok zapominam o tym co mnie fascynowało ale wciąż udaje mi się to nieźle robić, tak jest i z tym Romanem powyżej. Może po prostu w pewnym etapie życia potrzebujemy więcej natchnienia i motywacji ? Za dzieciaka i zbuntowanej nastolatki wystarczyło po prostu zatrzymać się.