Obudził mnie dziwny głos. Kobieta przywoływała mnie do siebie. Czułem, jakby unosił mnie z głębi mnie samego, próbował wyrwać spod skóry. A gdy już się obudziłem, przede mną siedziała dziewczyna. Nie jest to zbyt niezwykłe w parku, ławki stoją naprzeciw siebie, ludzie patrzą sobie cicho w oczy nawet się nie zauważając. Ona jednak patrzyła wprost na mnie. Patrzyła i uśmiechała się dziwnie. Czyżbym chrapał przez sen? W miejscu publicznym zapewne zrobiłoby to furorę.
Chłopaczek w końcu się obudził. Nie miał pojęcia, co się z nim działo. Sen, śmieszne. To był cały, wielki, skończony świat, stworzony na sekundę specjalnie dla niego. Prezent na dobry dzień, chwila w niebycie równie realnym, jak byt. I co za te starania? Sen. Może i sen, taki z którego nie chce się obudzić. Taki, z którego musiała go zawołać, by wrócił.
Cholera, gdzie jest ta durna książka. Po raz pierwszy od kilku ładnych lat znalazł literaturę, która mu odpowiada, a teraz zginęła i jeszcze będzie musiał za nią zapłacić w bibliotece. Ładnie. I czego ta głupia laska się tak gapi? Zaraz coś jej powie. Książki przecież wiatr nie zdmuchnął. Ktoś musiał ją zabrać, może widziała kto?
Odwrócił się gwałtownie, ale po dziewczynie pozostało już tylko puste miejsce na ławce w parku. I jego książka. Nieco oszołomiony podszedł do znaleziska i od niechcenia ją przekartkował. A potem jeszcze raz i jeszcze, aż upewnił się, że każda, przed chwilą czytana strona jest idealnie pusta.
Ps. Tak teraz wyglądam, żebyście wiedzieli kogo mijacie na ulicy ;]