Gdyby ktoś był w stanie mi obiecać (lub, co ważniejsze, zrealizować tę obietnicę), że w postapokaliptycznym świecie pełnym zombie na każdą życiową ciamajdę (ja) przypadać będzie jeden samiec Alfa (wskazane: Deryl Dixon), który nie pozwoli jej się potknąć o kij, którego miała użyć do obrony przed zombie, to ja już dziś zaczynam wspierać finansowo amerykańskich naukowców, pracujących nad wynalezieniem zombie-wirusa (bo bez lekarstwa na raka, jak już ludzkość udowodniła, można sobie poradzić).
Ale, kurwa, zombie. ZOMBIE. Nie zarażonych. Bo na zarażonych to i Deryl z kuszą mógłby nie pomóc, a jeżeli coś jest w stanie zjeść Deryla to z pewnością ja już jestem zjedzona.
Nie najlepsza wizja.