Dlaczego zycie we spółczesnym świecie musi byc takie frustrujące?
Miałam napisac 'spoko' i 'coś dla ducha i dla ciała', 'Witkowski lepszy niż myślałam', 'umiem juz pływac kraulem i idzie mi to coraz lepiej', ale czekając na załadowanie się zdjęcia weszłam na jakis artykuł, zalubiony przez jakąś znajomą na fejsbuku i uderza we mnie znikąd cała jakas literatura, wywołująca we mnie okrutne poczucie niespełnienia, niepokój, bezsennośc, chęc palenia (rzucam palenie) i jedzenia (już dawno powinnam rzucic jedzenie, bo wmówiono mi, że chude jest piękne i choc bywam całkiem piękna nie będąc chudą, to niestety nadal jestem nieszczęśliwa w tej, potępionej przez mainstream i hipsterstwo naraz, piękności).
Świadomośc bycia niebywającym bywalcem (padalcem, srralcem, zakalcem) uderza mnie w czoło i odbija sie od tej pustej miski, która wcale już się nie broni przed byciem (kiepskim, nieudanym) po-tworem kulturowym.
Tylko niech mnie ktos przytuli i niech już w końcu przestaną byc wszyscy lepsi ode mnie.
Nowa książka - "Radio Armageddon" J. Żulczyk
Ps. Kontynuując moją pierwotną myśl, która miała tu zostac zamieszczona - Michaśka spox, czytac, nie pierdolic.