Dużo wrażeń w dzisiejszym dniu...zarówno fizycznych jak i psychicznych.
Pobudka o 5 rano, o 6 wyjazd do Biecza, aby pomóc znajomym w porządkach popowodziowych. Niewyobrażalne jest to,
co potrafi zrobic woda w ciągu kilku godzin. 3 godziny objazdów doprowadziły nasz w końcu do destinationa. Dobrze, że
chociaż w takich sytuacjach ludzie sie solidaryzują i pomagają sobie nawzajem. Gumowce się przydały...bez nich ani rusz :D
Złapałem pierwszą opaleniznę hehe.
Jeszcze kilka wspomnień w drodze powrotnej...o szczęściu które mnie opuściło...
może będzie kiedyś dobrze...prawda CIPULEŃKO?