|
2010/03/28
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
Fairytales don't always have a happyending... - czy jakoś tak to było, w każdym razie- jest w tym chyba wiele prawdy.
Kolejny powrót z Włoch i jak zwykle nie potrafię się obudzić z mojej bajki. W krainie, gdzie otacza Cię wszędzie przeogromna natura i gdzie domy ludzkie są mniejsze niż centymetr od linijki, gdzie słońce opala nawet gdy go nie widać i gdzie można przemierzyć 260 km na własnych nogach w tydzień... w tej krainie zawsze spełniają się bajkowe scenariusze i zawsze ciężko mi się jest z nich wybudzić...
Już tęsknię za chwilami, które nigdy już nie powrócą. Za spojrzeniami, tęsknotą, ciepłem... już tęsknię za tańcem, śpiewem i szybkością. Za bliskością i za miłością. Już tęsknię.
Tęsknię za moją ulubioną ławeczką. Z widokiem na trzy doliny...który podziwialiśmy razem każdego dnia... niestety aparat potrafi objąć jedynie niewielką część tej przestrzeni. I z tą przestrzenią was pozostawiam, bo cóż tu więcej pisać, jak trzeba wracać do normalnego życia...
Tak to już jest, że nie tęskni się za cudnymi skałami i białym śniegiem, tylko za ludźmi, których się poznało i którzy zapadli w sercu na zawsze ;)