|
2010/03/10
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
Jest tak strasznie źle. Nie wiem co ze sobą zrobić. Nic mi nie jest, nic mnie nie boli, wszystko jest w porządku - a jednak nie mam pojęcia kim jestem, po co to wszystko i dlaczego. Nie mam siły podejmować dezycji, nie pragnę ani jutra ani teraz, najchętniej żyłabym tylko przeszłością.
Krzywdzę wszystkich, bez wyjątku. Czekam na reakcje. Nic, nawet sumienie mnie opuściło. Wszystko wydaje się być kompletnie bezsensu, bez granic. W takich chwilach najchętniej rzuciłabym się z przepaści, żeby sprawdzić - czy może wtedy się obudzę, może wtedy coś poczuję ?
Wszystko jest zaniedbane i zaniechane. Wszędzie jest bajzel. Nie radzę sobie. I nawet nie wiem do kogo iść o pomoc. Bo nie wiem nawet jakiej pomocy potrzebuję. Może nic nie potrzebuję. Moje życie uchodzi coraz bardziej z ciała i mam wrażenie, że teraz mogłabym w każdej chwili umrzeć i za niczym bym nie tęskniła. Taki obojętny stał mi się świat.
Boli mnie dusza. Trochę głowa i oczy. A jest to ból, którego kompletnie nie czuję. Nic nie czuję. Mogłoby boleć już zawsze, może wtedy czułabym, że żyję.
"Są tylko narodziny i śmierć - a pomiędzy krwawa miazga sekwoi".