Uf, dawno mnie tu nie było. Co by tu... no, od czego by tu zacząć? Oj, dzieje się, dzieje i to sporo. Po pierwsze - na pewno sporo się zmieniło od ostatniej wizyty tutaj, tak sobie teraz myślę: "Idą wakacje, jest czas na photobloga", no i w sumie coś w tym jest, muszę przyznać. Co by tu napisać? Jak szybko streścić wszystko, co działo się w czas mojej, tak długiej, tutaj nieobecności? Na pewno zmienił się nieco mój wygląd... niestety ~~ Prawie zostałam blondynką, ale to na szczęście bardzo krótki epizod, stan chwilowy wręcz rzekłabym. Po za tym znów wracam do formy - oł jea =D Do wakacji będę wyglądać jak... no, po prostu będę wyglądać ;] Ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz dużo ruchu, po za tym próbuję skończyć ze słodyczami... kurcze, prawie się żelkiem zakrztusiłam jak to pisałam. Taa, to brzmi aż tak niewiarygodnie, że sama się dziwię, iż coś tak absurdalnego i abstrakcyjnego mogło mi do łba strzelić, też mi coś. No, pomijając drażliwy temat odżywiania (bo z tym dalej jest kłopot - jem wszystko i dużo, a tego nie widać, nie widać... na szczęście, bo by się ludzie przerazili, miałabym wówczas własną grawitację) przechodzimy płynnie do reszty powieści - a mianowicie do szkoły. Wakacje za pasem, zatem laba na całego i błogi czilałt - oł jea. Po za tym wreszcie zafundowałam swojej ambicji kopa, żeby resztkami sił jakoś podbić te oceny przed końcem roku, pod koniec maja zobaczymy co z tego wyjdzie. Nareszcie inwestuję w siebie, zmieniam nastawienie, zmieniam wizerunek (może coś mi pomoże). A ogólnie? Duże się dzieje, lato (prawie)mamy, ćwirki ptaszkają, słonko (nie)przygrzewa, ogólnie jest pięknie. Wszystko pięknie, gdyby nie moje schorowane Kochanie, ale to także tylko stan przejściowy, na grypę się w końcu nie umiera... raczej. Choć w wypadku mężczyzn różnie to bywa i tutaj stereotyp zawsze, ale to ZAWSZE się sprawdza. Jeszcze parę tygodnie harówy, a potem pełen spokój i nikt i nic mi już wakacji nie zepsuje, o nie, nie w tym roku. Niech się dziej co chce, nawet ten zakitrany koniec świata w grudniu (ku chwale ojczyzny po mojej 18.), ale nareszcie ruszę się gdzieś po za Halembę, o tak.
A właśnie... w tym roku stuknie magiczna liczna: 18. Jejku, jak ten czas leci o.O Dopiero, co niedawno tak się bulwersowałam, że do osiemnastki tak daleko, a tu proszę - kilka miesięcy i jest. Masz dowód, masz bagaż obowiązków, baw się w prawdziwe życie. Potem studia... taa, już to widzę. Ale nie powiem, cieszę się na samą myśl, choć trochę mnie przeraża mój (oby)przyszły zakres obowiązków. To już, już prawie, do listopada w końcu zaledwie kilka miesięcy zostało, potem kolejny rok, matura i żegnaj wolności. Wypadałoby znaleźć sobie jakieś zajęcie na owe 4 miesiące wolnego, najlepiej jeszcze płatne, ale to już takie tam moje skromne życzenie ;)
Osz w mordkę misia, ale się rozpisałam o.O' Za dużo tu chyba tego, z resztą - kto to przeczyta? Nieistotne, ważne, że zmieściłam się w wyznaczonym limicie. To by było na tyle, na więcej już chyba nawet nie mam ochoty.
BTW. Kto kojarzy pana ze zdjęcia... ? ;> Mrr ^^
12/05/2012 20:06:17
01/02/2012 12:46:41
21/01/2012 23:02:45
14/01/2012 23:12:35
14/01/2012 23:08:43
06/01/2012 12:24:50
06/01/2012 11:21:15
02/01/2012 17:21:10
Wszystkie wpisyhanio
leninek
kate89
bonitowa
bulberry
yvonnne
lukreszja
topsiegnoju
Wszyscy znajomi