|
2012/03/27
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Lubię czarno-białe zdjęcia,
są takie skromne a zarazem oddają duszę zdjęcia.
Wiele można sobie przy nich dopowiedzieć,
wiele dostrzec, a jeszcze więcej wyobrazić.
Czarno-białe myśli,
bez wyraźnych oznak kolorów.
Z perspektywy czasu można dostrzec jak wszystko się zmienia,
jak ludzie się do siebie przyzwyczajają,
albo wręcz odwrotnie - wszystko się między nimi psuje.
Miłość przechodzi w rozgoryczenie,
rozgoryczenie w pretensje,
pretensje w konflikty,
a konflikty w nienawiść.
Coraz częściej mam ochotę ucieć w swój wyidualizowany świat,
nikogo do niego nie wpuścić i tak żyć,
po części wegetując,
widząc życie jakim jest, a nie pod pryzmatem chwilowych kolorów.
Chciałabym być szczęśliwa sama ze sobą,
ale już tego nie potrafię,
więc jak mam być szczęśliwa z innymi,
cieszyć się z chwil,
kiedy mam ochotę patrzeć na świat przez szare okulary,
widzieć jacy ludzie naprawdę są
i zrozumieć schemat schodków,
gdzie ja znajduję się na najniższym stopniu.
Po prostu widzę jakie mam znaczenie,
dla innych, ale przecież to powinno być nieistotne.
I powoli się takie staje.
Głaz duszący w sobie uczucia.