|
2012/02/07
|
|||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||
ach, jaka skromnisia.
zajebista, kurwa mać.
ależ mną trzepie, już dawno nie byłam tak wściekła. ręce mi się trzęsą.
prawdopodobnie przyczyna jest banalna i oklepana, lub nie ma jej wcale, tudzież jest nią pewna synchroniczna od jakichś trzech lat sytuacja. ogólnie rzecz biorąc, mam to w dupie. ot co, proszę państwa.
btw, dzisiaj (wczoraj) urodziny Axla, Czerwonego Łba, jak nazywa go Slash. czego Ci życzyć, nieszczęśliwy człowieku? scalenia rozdwojonej jaźni? chyba nie, wtedy nie miałbyś z kim pogadać ani komu wpierniczyć. sukcesów? nie, Twoje pięć minut już minęło, na przełomie lat '80 i '90. pieniędzy? gdybyś miał ich jeszcze więcej, znalazłoby się kolejnych kilka kobiet, domagających się bajońskich sum odszkodowań za rzekomo zniszczone życie. więc życzę Ci, rudzielcu, żebyś się już tak nie szamotał z życiem. życzę Ci spokoju, wytchnienia. prawdziwego. nie na chwilę, tydzień, dwa, miesiąc. żebyć był taki, jak w wieku 25 lat, połowę życia temu. szalony, nieobliczalny, piorunujący głosem, jeden z najlepszych frontmanów świata. bo wtedy właśnie jesteś sobą, w swoim żywiole, wtedy żyjesz. to tak ode mnie, od serca, Axl.
Duffy również obchodził w niedzielę rocznicę, ale dla Ciebie, kochany, niewiele mam słów. nieźle sobie radzisz. dobrze, że rzuciłeś dragi, chociaż piętnaście lat bezustannego chlania, ćpania i jarania zmieniło Cię nie do poznania. śpiewaj więcej! masz genialną barwę, kocham Cię słuchać. ciepły, przyjemny głos z miłą chrypą. taki jak cały Duffy, ciepły, miły, przyjemny, z nutką szorstkości. nie zmieniaj się.
trochę lepiej.
chyba czas iść spać.
pojutrze schleję się na smutno, witając ostatni nasty rok. ależ będzie bal, że proszę siadać.
dziękuję, do widzenia.
You was just a temporary lover
Honey you ain't the first
Lots of others came before you woman
Said but you been the worst
byłaś tylko na chwilę
nie jesteś pierwsza