Wczoraj dzień pod hasłem ANDRZEJ tudzież ANGELIKA [pokaż cyce & żal.pl].
Dziś dzień pod hasłem RETROSPEKCJA.
Pomiędzy tym wszystkim uczucie tak cholernej bezsilności z jednoczesną ogromną siłą i odwagą do jakiegokolwiek działania, że w efekcie odechciewa się wszystkiego, skupiając na zdaniach i zadaniach, które zupełnie nie mają sensu.
Zdjęcie jak zdjęcie- zbiedzone przeze mnie, przez mój aparat, przez kiepski program do obróbki grafiki i przez photobloga w ostatniej kolejności. Ale coś znaczy, jeśli takie COOOOOŚ, można nazwać czymś.
Dni, w których trzeba podejmować wiążące decyzję i brać odpowiedzialność za to, co się zrobiło, i zmieniać pewne rzeczy lub mieć przymus przyzwyczaić się do zmian z pewnością nie należą do moich ulubionych albo chociaż lubianych. Na plus byłoby to, że nie jest nudno, nareszcie.
Generalnie:
spaćspaćspaćspaćspaćciebieijegospaćiniemówie,ispać.
Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały strach
Nie do wiary, że tak bardzo płonę
Nie do wiary, że rozumiem każdy znak
To ja, ten sam
Od tylu lat, sam
Bo Ciebie mi brak
Nie mogę na siebie patrzeć.