|
2009/06/08
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Kategoria:
Ja i Moi
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Tak długo mnie nie było, że nawet nie zauważyłam, kiedy mi wygasło PRO o___O
OMFG, ale mi teraz dziwnie... Nie bójcie, jutro PRO wróci, ale żeby tak perfidnie mi się skończyło, kiedy nie patrzyłam... No nie wierzę.
No to tak. Byliśmy w Bremie. Pisałam Dziennik Pokładowy, jak zwykle. I będę go tu zamieszczać, jak zwykle. Będzie chyba trochę okrojony, pisać do mnie po pełne wersje :>
Co do dziennika z obozu żeglarskiego, to nie zapomniałam o nim, jeszcze dodam, zobaczycie!
i nie, nie musicie tego czytać, jak nie chcecie!
29 maja 2009
Tak oto szczęśliwie dojechaliśmy do celu. Była godzina 7:30, wszyscy z trudem podnosili się z miejsc po trzynastu godzinach jazdy, z czego tylko kilka poświęconych było przerywanemu snu. Punkt kulminacyjny tej podróży stanowił chyba moment przekroczenia granicy polsko-niemieckiej. Za oknami panowała ciemna, nieprzenikniona noc, w której mrugały po chwilę rytmicznie czerwone światełka. To pierwsza charakterystyczna rzecz dla Szwablandii, jaką się widzi po przyjeździe. Wiatraki. Mnóstwo wiatraków.
W hotelu, w którym mieliśmy mieszkać przez najbliższy tydzień, czekało nas rozczarowanie. Wbrew zapowiedziom, w pokojach nie było łazienek, a same pokoje nie wyglądały za pięknie. Ale co tam. Śniadanie, a potem także obiad i kolację, zjedliśmy w szwabskiej Klinice Roland. Trzeba Niemcom przyznać, że nie umieją gotować. Z tych ich dziwnych plastikowych zestawów z jedzeniem tylko połowa potraw wyglądała na możliwe do przetrawienia. No i - mimo że jesteśmy w Szwablandii - co drugi spotykany człowiek umie mówić po polsku. Więc sobie nie pogadaliśmy.
Po śniadaniu mieliśmy spotkanie w jakiejś szkole o czekającym nas projekcie historycznym śladami Wróbla i nt. przeszłości polsko-niemieckiej. Po obiedzie zaś mieliśmy czas wolny, podczas którego ja, Olcia, Bre i Pat poszłyśmy na starówkę, wbijać do znajomych miejsc, porobić zdjęcia i pokupować duperele. Droga tam i z powrotem piechotą była strasznie długa i męcząca, tak że myślałam, że zaraz się przekręcę. W końcu wybawił mnie Pat, którą będę wielbić do końca życia. No i mam już dwa bremeńskie breloczki!
(...)
Po kolacji było pseudo-pidżama-party. Głównie oglądałyśmy zdjęcia i obgadywałyśmy pewnego pana. W końcu "poszłyśmy spać". Tj., kto poszedł, ten poszedł, ja oczywiście muszę pozostać przytomna, aby spisywać swój idiotyczny Dziennik Pokładowy.
krótko i zwięźle, bo to był pierwszy dzień, ostatni dzień jest pięć razy dłuższy...
ale cóż, ostatni dzień, jak to ostatnie dni mają w zwyczaju, będzie na końcu, a teraz jest to, co jest!
moja praca na KOSS jest za długa. już jestem trupem.
FCE w sobotę, a ja nic nie umiem -______-
a mama mnie zabije, jak nie bedę miała A oO
chcę już wakacje!
09/06/2009 22:02:39
08/06/2009 22:52:57
03/05/2009 13:02:43
08/04/2009 13:50:46
04/04/2009 21:20:21
04/04/2009 20:41:14
01/04/2009 15:44:23
31/03/2009 16:48:58
Wszystkie wpisydeadmoon
ankasz
darekxd
magdabylajaksmierc
ehre
bananapancake
siee
brzesiak
Wszyscy znajomi