Przed deszczem nie uciekam
Jak Pędziwiatr przed Kojotem
wycieraczkom aut odmacham
Gwarantując im że zmoknę
Parasolki na rynku wieczorną sobotą
Złożone, otwarte - zadziwiają prostotą
Prostota ich użycia tak powszechnie znana
Po chwili na deszczu przeze mnie przewidziana.
Lecę autobusem siedząc w pierwszym rzędzie
Oglądam puls skrzyżowań, z komórką gawędzę
Mówię że ja kocham i nie mogę bez niej żyć
Później ją wyłączam, nie tęskniąc nic, a nic.
Miejskiego szumu zwariowana melodia
Po twym wyjściu odbija się w szybie MPK
mój autobus jak kojot za strusiem wciąż gna.
Jestem w dwóch miejscach jednocześnie.
Świat realny, swoim poważnym urzędowym tonem, mówi mi "Panie Tomaszu jedzie Pan autobusem 129, przez most Milenijny z prędkością 45 km/h. Za 12 minut i 53 sekundy przejdziesz próg swojego dziesiątego LO, po czym spędzi w niej 315 minut w siedmiolekcyjnym planie."
Mój własny świat na to "Ej ziomek, zwróć uwagę jak bardzo niezauważalne przez ludzi w tym autobusie, są wszechobecne słupy wysokiego napięcia."
Nagle rozdziawiam usta jak siedmiolatek i fascynuję się tym. Czy to uciekający przed deszczem przechodnie, czy to wspólne i jednolite kołysanie się pasażerów MPK na wybojach, czy wreszcie elektryczne buczenie transformatora i mały palec pianistki. Mota i smyra mnie to dosyć przyjemnie stymuluje.
Let it be...
Użytkownik echoess
wyłączył komentowanie na swoim fotoblogu.