"...To było chyba wtedy, gdy z liści ściekał listopad..."
Sami stawiamy sobie chore granice, które boimy się przekraczać. Jesteśmy przez nie uwięzieni. Stoimy w miejscu i nie możemy się ruszyć. Nie jesteśmy w stanie wykonać ani jednego kroku, aż nagle uświadamiamy sobie, że sami je wytworzyliśmy. To przez wymyślone przez nas, ograniczające zasady, przez głupią dumę...
Sztuczne emocje już kiedy powstają, stymulują kolejne, równie obłudne.
Wszystko komplikujemy. Źle odbieramy emocje innych jak i ich ziamiary i jak głupcy chcemy się im podporządkować.
Podporządkować się wytworom naszej wyobraźni. Zwyczajnym urojeniom.
Okłamując innych, nagle zdajemy sobie sprawę z tego, że sami zaczęliśmy wierzyć w nasze kłamstwa i nieszczere uśmiechy.
Pogłębiamy się w tym coraz bardziej i coraz ciężej jest nam wyplątać się z sieci, która z każdym dniem, staje się jeszcze większa.
Jakby nie można było żyć ot tak.
Nie poddając się, zależnym, często przeterminowanym już emocjom.
Nie tworząc wokół nas aury obłudy i sztucznych granic.
Nie dając wciągnąć się w gry innych ludzi... narzucających nam w ten sposób swoje zasady.
Nie zwarzając czy ktoś łamie nasze reguły, czy też my łamiemy czyjeś, a samemu kurczowo trzymajac sie swoich..
Po prostu żyjąc.