|
2009/11/22
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Niedziela wieczór.
A jednak sobota. Niby już zapomniana... Przepełniona nadzieją, przyćmioną przez wciąż potężniejący strach.
Niepewność, roztargnienie. Nieuzasadniony lęk.
Panika.
Dziwny stan unoszenia się duszy pomiędzy szczęściem, a samym kresem cierpienia.
Czekanie. Wciąż tylko czekanie... Mimo iż tak naprawdę niewiadomo na co...
Jasne jest tylko dlaczego.
Może to był błąd. Może było warto.
Minęła zaledwie godzina... dwie...
Zakończenie wciąż jest nieznane... Niepewne jest nawet czy do niego dojdzie. Można się tylko domyślać. Wyobrażać sobie coraz to ciekawsze rozwiązania. Niektóre podchodzące wprost pod obłęd, inne całkiem możliwe... realne.
Te piękne... jak i te przerażajace, zatrzymujace krew w żyłach.
Czy najpiękniejszy ze snów stanie się rzeczywistością, czy może to jeden z koszmarów się w nią obróci?
Gdyby tylko można było przyspieszyć czas. Jak najszybciej poznać prawdę.
Prawdę, która kiedyś okaże się złudzeniem.
__ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __
Czas się ocknąć.
Wrócić do rzeczywistości, pozostawiając całą tą chorą podświadomość.
Na biurku wśród jeszcze nieotwartych podręczników i zeszytów stoi herbata. Upijam jeden łyk.
Zimna, gorzka... prawie jak cała ta historia.
Robi sie późno, a ja wciąż nie zrobiłam tego co powinnam. Odkładam to od tamtej chwili.
Lepiej byłoby cofnąć czas... To zaledwie jeden dzień... jedna kartka w 365 stronicowej książce.
Niedziela. Kładę się spać.