Kochany Dziadu, kochany, kochany, kochany.
Mojego Ora też już nie ma, ale on uciekł z wyboru... miałam go krótko ale i tak żal.
Nie zapomnę nigdy jak Dziad Dziadygę pogryzł przed wejściem, albo jak tak słodko prosił o czekoladkę.
P.S To co, że potem mnie znowu pogryzł... ;p