|
2010/03/16
|
||||||||||||
|
||||||||||||
Kategoria:
coś
|
||||||||||||
zaczęłam się trochę uczyć do cotygodniowego wspaniałego sprawdzianu z angola. no i co za smuteczek... połowy słówek użyłam chyba raz na lekcjach biologi (kiedy są jeszcze miałam. łuuu to było dawno.). a no i tak w ogóle to teraz mamy do zaliczenia rozdział jedzenie i te wszystkie rodzaje sklepów i takie tam.. tłuszcze nasycone i nienasycone i inne bzdety, które mi się nie przydadzą, bo każda moja dieta kończy się po dwóch godzinach frytkami. ale tak pomijając dietę, rozpatrzmy sytuację: ja na koncercie kooksów. luke spada ze sceny i na pewno od kilku metrów dostałby wstrząsu śmiertelnego, ale na szczęście byłam mu opoką. albo raczej poduszką. luke się podnosi i: oł oł thanks beautiful girl! a ja mu na to: nie ma za co. jem dużo węglowodorów i jestem na diecie wysokotłuszczowej i stąd cię uratowałam. możliwe? no właśnie nie. i nie dlatego, że będę na ich koncercie, on spadnie na mnie, ja się do niego odezwę. dlatego, że kutwa no way i no chances, żebym a) zapamiętała te słówka po godzinie od sprawdzianu, b) powiedziała tak do luka p. więc (cytując panią profesor od biologi) będę działać na zasadzie trzech zet: zakuć, zdać, zapomnieć.
motto na dziś albo jutro, bo już prawie północ: weź się, tato!