Kliknij :)) Dziękuję :*

Wypromuj się tutaj

bez emocji. 

2012/02/05   

18.

« następne   poprzednie »
18.

uśmiech i ironia kiedyś często się pojawiały i były czymś naturalnym.

teraz muszę się zmuszać do uśmiechu, żartu, wstania z łóżka, bezsensownej egzystencji..

jest świetnie.

[do ironii nie muszę się zmuszać jeszcze. to chyba jedyna oznaka jakiejś nadziei na poprawę. tak, zaczynam wierzyć że z moim zdrowiem będzie lepiej. jednak to tylko takie przelotne myśli które po paru sekundach znikają na bardzo długo.. kolejna huśtawka, którą sobie sam funduję. dobrze wiem że myśli depresyjne są spowodowane lekami i spotęgowane sytuacją w której się znalazłem - tj. przede wszystkim przymusowa rezygnacja ze studiów.]

 

w każdym razie ten człowiek [czyli ja] jest kolejnym numerem gdzieś w stosach papierów i baz danych, który nie liczy się dla ogólnego rozrachunku. Choroba odebrała wszystko co nadawało kolor jego życiu - alkohol, papierosy, zarywanie nocy, niezdrowe jedzenie, zwiększone dawki stresu, przyjaciele i znajomi, koncerty, NZS, łażenie z aparatem bez sensu po mieście, i przede wszystkim możliwość rozwoju, spełnienie swojego marzenia - studia prawnicze i planowana na ten rok praktyka z której nic nie wyjdzie.

To wszystko co wymieniłem dla wielu ma mniejsze znaczenie w zestawieniu ze zdrowiem. Gdyby normalnego, przeciętnego człowieka postawić przed wyborem: a) wymienione używki mojego życia b) własne zdrowie - to pewnie bez wątpliwości wybrałby odpowiedź B. Ja wolałbym zostać przy swoim. Odpowiedź A bardziej do mnie przemawia i bez wątpliwości bym ją zaznaczył.

sam powtarzałem że zdrowie ważniejsze dlatego z wielu rzeczy muszę zrezygnować ale sam w to nie wierzyłem. mówiłem i robiłem to co ludzie chcieli usłyszeć i zobaczyć.

wracając do mojej "kontrowersyjnej" odpowiedzi:

Kryje się za tym wiele powodów' nie wymienię ich wszystkich niestety..

Wcześniej, nawet jak dowiedziałem się że jestem chory do momentu pierwszej chemii czułem się normalnie, działałem normalnie, odpuściłem tylko z alkoholem bo tak wszyscy wokół tłumaczyli.. poza tym widziałem że męki [studia, wyścig szczurów] które sobie zgotowałem są czymś bardzo istotnym [teraz widzę że niezastąpionym w moim życiu]. brakuje mi tego.

teraz w czasie "chemioterapii" [nie lubię tego słowa. tak jak słów: szpital, oddział, krew, zastrzyk, leki, lekarze, oddziałowa, chorzy itp.] czuję się jakby 80% mojej energii uciekło i przez to myślę że żyję tylko po to żeby spać, jeść i brać leki. nie czuję się potrzebny, nie czuję że coś mogę, nie czuję emocji, a nawet moje zmysły oszalały bo mam problem ze smakiem i węchem.

nikomu nie życzę takich atrakcji, a sobie najchętniej zafundowałbym rezygnację z terapii i tygodniowe wakacje sam, ale wiem że źle bym zrobił bo wszyscy wokół tak mi powtarzają że mam walczyć, nie poddawać się, trzymać się itd.

mija właśnie drugi miesiąc napychania wieloma różnymi medykamentami które nie wiadomo czy dobrze działają.

czuję też że o wielu rzeczach się nie mówi...

teraz myślę że lepiej żyć intensywnie mimo chorób i naszych wad. bo wtedy łatwiej o tych ułomnościach zapomnieć, nie myśleć o nich. nie zaprzątać sobie głowy terapiami, badaniami, tylko żyć na maksymalnych obrotach mimo wszystko. krótko ale intensywnie.

utrata zdrowia to nie koniec. ludzie też muszą kiedyś na coś umrzeć.. [dlaczego ja tak nie zdecydowałem? następnym razem się wytłumaczę]

jest jak jest.

wszystko jedno.

 

"nie wszystko możesz mieć"

 

 

 

 

 

 

And sometimes ending...

Wypromuj się tutaj

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

18.

 

14 listopada 2008

 

ormianin 8 grudzień 2008

 

wyspa słodowa 2011.

 

pom.

 

wrocław

 

reaktywacja

 

sopot, ul. armii krajowej 55

 

Wszystkie wpisy