Photoblog.pl

Załóż konto

Per aspera ad astra 

2017/12/31   

 

« następne   poprzednie »

Ścięłam kłącza pychy. Nie sądziłam, że do tego dojdzie. Sama jestem zaskoczona, zobaczymy jak to na mnie wpynie.


Ciche noce, z książką, która mnie inspiruje, ze świeżo zalanym Long Jingiem i odpowiednią świeczką na stole, tworzy w moim życiu pewien trudny do opisania rodzaj intymności. Intymności, której próżno szukać w jakimkolwiek innym zdarzeniu. Czuję się jakby ta cisza wlewała się przez uszy wprost do mojej głowy i koiła moje nerwy. Moje wzburzone komórki czerpią ten spokój, ten niewzburzony falami akustycznymi stan, który napawa mnie uczuciem dopełnienia, a istota mojej świadomości stara się przyswajać coś co kryją pod sobą te małe, śmieszne litery. Bo czymże są te litery, znaki, słowa, zdania, ikony, fonetyczne dźwięki, sposoby komunikacji werbalnej, niewerbalnej, migowej? To tylko wymyślone symbole, ułożone w odpowiednim szyku, żeby pomóc nam się komunikować, a dokładniej uzyskiwać doznawanie empirycznie tego czego pragniemy. W rzeczywistości słowa nie odzwierciedlają tego co opisują, bo dlaczego dwa to dwa? Bo ktoś tak nazwał stan, w którym danego podmiotu jest w ilości 1/5 palców naszych dłoni.
Tak samo z rzeczownikami i przymiotnikami. Niech ktoś spróbuje mi opisać jak smakuje truskawka. Jedna, mała durna truskawka. Owszem, można powiedzieć, sklasyfikować ją w pewnych kategoriach, że jest słodka, czy gorzka, a może kwaśna, ale czy to mi powie jak smakuje truskawka? Nie, nawet w minimalnym stopniu. Nie wspominając, że mogę to odczuwać inaczej. Zwyczajność jest tak niezwyczajna i nieuchwytna w swojej prostocie.


Jakieś niewyjaśnione piękno jest zaklęte w tej zwyczajności. Małych, krótkich aktach niczym pociągnięcia pędzla impresjonistycznego artysty. Drobne, pełne lekkości ruchy, które tworzą nieopisane dzieło, zawierające w swoim wnętrzu nasze fantazje. Tak sobie wyobrażam życie i tak patrzę na Kasi pismo.

Jest drobne i delikatne. Odwróciwszy na chwilę uwagę od treści, patrząc ogólnie- globalnie można by rzec- jest takie lekkie i niewinne. Czuję, że nie zaburza piękna pustej kartki swoją obecnością. Jakby w jakiś niewyjaśniony sposób z nią współgrało. Symbioza jej sposobu składania liter na papierze, jest bardzo adekwatna do jej osoby. Jest lekka i niewinna jak jej pismo i tak samo,nie mąci ładu, cokolwiek by nie zrobiła. Moje pismo dla kontrastu, jest ciężkie i szorstkie, ma w sobie jakieś brzemię i piętno. Pełne wymuszonego pompatyzmu, który raz napawa mnie dumą, raz wstydem. Z tego względu zawsze piszę piórem. Nie macie wrażenia, że cokolwiek napisane piórem wygląda poważniej i zuchwalej? Tak zostało napisane moje życie. Wymuszonym intelektualizmem, ciężkością atramentu rozlewającego się w literach, niczym czarna pieczęć tego co wyraża. To ciekawe, bo rozważam swoje życie w kategorii bardzo udanego, a śmiech nie jest mi obcy, ale zawsze gdzieś we mnie pobrzmiewa patos, który mnie smaga gdy konfrontuję się z naszym istnieniem. Tędy więc doszłam do ostatecznego kontrastu. Czy moje szczęście jest nieadekwatne do ciężaru naszego istnienia? Czy to jednak nasze istnienie jest lekkie niczym kurz i nietrwałe jak podmuch tego mojego dysonansu egzystencjonalnego? Sama doprawy nie wiem, czy byt jest nieznośnie lekki czy niewygodnie ciężki.

Z jakiegoś powodu, lubię patrzeć na to Kasi pismo. Oglądam pieczołowicie każdy list, który od niej otrzymam. Ma w sobie takie dziewicze piękno, nie ubrane w wymyślne szlaki i zdobienia, pozbawione patosu i ciężaru istnienia. Cieszy moje oczy ta swoboda i lekkość. Jakim cudem, w zgięciach liter wnosi mi do głowy spokój?

No więc tak doszło do naszego zderzenia i wydaje się to zderzenie niewiarygodnie ostateczne, ale też niemożliwie piękne.
Bo które wyrażenia w sztuce brzmią najwznioślej i są podziwiane najbardziej? Te totalnie nie psujące do siebie. Sprzeczne. Z różnych dziedzin, światów. Te są piękne i stosowane przez artystów i autorów, przynajmniej tych których ja obserwuję. Tak właśnie doszło do tego, że moja i Kasi korespondencja jest sztuką w swojej zwyczajności. Jak już wspomniałam, lubię gdy moja uwaga zwraca się ku czemuś co nosi pewne brzemię pompatyzmu. Jest w tym zaklęte jakieś mroczne piękno. Jak kobiety w sukniach wieczorowych i mężczyźni w garniturach. Czemu czarno-biały układ jest uznawany za najpiękniejszy i z klasą? Czerń, nie przełamana bielą nie wydaje się już taka stylowa. Bo czerń i biel to dwie ostateczności. Kłócą się i walczą ze sobą, zwracają uwagę.

My ludzie jesteśmy ciekawym zjawiskiem, szukamy rzeczy z którymi jesteśmy w stanie się utożsamić i tym samym otwieramy się na to by one na nas wpłynęły. Ludzie, zwierzęta, sztuka, muzyka. Nic na świecie nie jest takie jak JA. Czując z czymś więź, szacunek czy nawet podziw, pozwalamy sobie na próbę spojrzenia z innej perspektywy. Widzimy inne rzeczy których sami byśmy nie zobaczyli, albo zobaczyli w innym świetle. Mając to na uwadze, przeraża i/lub fascynuje mnie to, jak bardzo nasze życia i my sami jesteśmy dziełem przypadku. Okoliczności w jakich się często znajdujemy są czysto losowe. Koincydencje - przypadkowe spotkania ludzi i zdarzeń sprawiają, że każdy z nas jest odmienny, tak jak odmienny jest jego los. Sama sytuacja w jakiej się rodzimy jest całkowicie zrandomizowana i to nas w jakimś sensie kreuje. Behawioryści by mi z pewnością przyklasnęli, zważając na to, że właśnie wyrażam pogląd, że jesteśmy odzwierciedleniem tego czego doświadczyliśmy i jak to na nas wpłynęło. Wprawdzie nie zgadzam się z tym poglądem całkowicie, bo jednak wierzę mocno w naszą moc kreowania naszego świata, ale nie mogę odrzucić tego, że jestem tym kim jestem, przez to w jakim miejscu i sytuacji się urodziłam i jak potoczyło się moje życie. Fascynuje mnie to, że coś zupełnie przypadkowego staje się dla nas ważne i już na zawsze wszystko okropione tym skojarzeniem będzie miało głębszy wydźwięk, na tym zakręcie mózgu który odpowiada za sentyment, smutek czy nawet euforię. Okoliczności, które już na zawsze zmienią ten akt w motyw, który będzie miał dla nas znaczenie do końca życia. Może to być piosenka, autor, czy inne błahostki, ale staną się one czymś niewyobrażalnie ważnym i ciężkim. Można powiedzieć, że zyskałam jedną przyjaciółkę tylko dlatego, że moi znajomi ją wzięli pewnego dnia na lody na lody, na których byłam, tylko dlatego, że lubimy ten sam zespół, tylko dlatego, że nie miałam z kimś iść jednego dnia na koncert, tylko dlatego, że byłam z koleżanką w mieście i akurat ją spotkałyśmy. Ile przypadków musiało się zdarzyć, żeby doszło do tak ważnego aktu jak przyjaźń czy miłość.Wystarczyłoby, żeby jeden z nich się nie zdarzył i prawdopodobnie moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Zauważanie takich rzeczy dodaje mojemu życiu kolejną płaszczyznę. Jakiś nowy wymiar piękna, który przepada gdy odwraca się od niego uwagę. Piękno ulotne, ale dające pewną dozę wyjątkowości skutkom tych przypadków. Wydaje się to lekkie i ulotne, ale jednocześnie ciężkie i istotne. Przypadek zdaje się wtedy tężeć w przeznaczenie. Tak więc dochodzę do tego, że jesteśmy przypadkami, ale za to pięknymi przypadkami.


https://www.youtube.com/watch?v=n6HNquM4ZpM

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Wpis diabolinaa

31/12/2017 4:34:14

Wpis diabolinaa

14/12/2017 19:56:25

Wpis diabolinaa

29/10/2017 19:08:59

Wpis diabolinaa

16/05/2017 19:46:03

Wpis diabolinaa

10/05/2017 0:48:02

Wpis diabolinaa

04/05/2017 20:26:26

Wpis diabolinaa

01/05/2017 20:18:36

Wpis diabolinaa

23/04/2017 19:24:29

Wszystkie wpisy