Lubię komplikować sobie życie, jakby już samo w sobie nie było wystarczająco skomplikowane.
"Jak gówno z siebie dajesz, to do Ciebie wraca".
W pierwszym momencie pomyślałam: "Rewelacja! Mam nowe motto". Coś na kształt, że dobro i zło zawsze do ciebie wracają. No tak, ale co jest, gdy rozpatrujemy to pod kątem związku dwojga ludzi? Jedno daje z siebie wszystko, drugi tak zwane gówno, a i tak nic z tego nie wychodzi. Czyli tak naprawdę ten co dał z siebie wszystko też dostał gówno?!