Wracam do Lennona znów, mini biografia na angielski, hee. I cały tydzień zapierdolu, pomęczę się i chyba na tym koniec, co?
I teraz taką mam rozkminę odnośnie muzyki - dlaczego budzi między nami nienawiść? Wykłócamy się o to, że jakiś tam gatunek jest beznadziejny z kimś, kto go kocha. A wyobraź sobie, że ktoś może też nienawidzić takiego gatunku, którego kochasz ty. Zamiast hejtować spróbuj zaakceptować, to naprawdę nie boli. Poproś by ta osoba nie słuchała przy tobie takiej czy innej muzyki i niech ci zwisa, czy słucha jej sama. Ostatnio miałam taką rozkminę i tak więc oto słuchajcie sobie dupstepu, nie róbcie tego przy mnie i wszyscy będą szczęśliwi. I jeszcze stereotypy. Metal =/= satanista =/= je koty. "Rastaman" =/= nałogowy palacz zielska. Ktoś słuchający rapu =/= dres wpierdalający każdemu napotkanemu człowiekowi czy też ktoś, kto dziś nazywany jest skejtem, a wygląda raczej, ee, pedalsko. Z tym, że o stylu ubioru to potem. Ktoś, kto, ja wiem, słucha popu =/= pusta blondynka. Chociaż mnie owy gatunek muzyki wkurza, zwłaszcza jeśli podchodzi pod techno, słuchaj go sobie i pierdol, co kto myśli. JEBAĆ STEREOTYPY I OPINIE INNYCH. A właśnie, o ubiorze też chcę wspomnieć. Może i wkurza mnie już ta cała moda na słit rureczki, grzyweczki, chuj wie co jeszczeczki, ale jeśli jakiś chłopak ubiera się tak nie ze względu na modę, a dlatego że może już od dawna mu się taki styl podoba, czuje się najlepiej, to też niech pierdoli opinie innych. Mnie się taki styl może i nigdy nie spodoba, ale cóż, mogę nie patrzeć! Będzie dla mnie zawsze pedałkowate, powoli tym rzygam, ale ludzi ocenia się po charakterze. Tylko błagam, nie nazywajcie ich skejtami!A najładniejsi i tak są punki i metale (*.*) bądź przynajmniej ludzie ubierający się normalnie, ja wiem, żaden przełom. I mój styl też miałam zmienić, eee.
Tak, wiem, zaraz zobaczycie w tym tekście hipokryzję, ale kto mnie zna wie mniej więcej jak sprawa wygląda. Muzyka bez przekazu, przynajmniej jakiegokolwiek, nie ma dla mnie większego sensu, ale dla niektórych może mieć i ja to szanuję.
Zajebiste dostałam zaświadczenie ze schroniska - nazywam się Monika Kopeć i urodziłam się 24. <ok>
Przy okazji - jedna próba raczej failed, w lipcu trzeba się postarać.
Się tak dawno nie rozpisałam, heeh.
He's never going home...
daybeforetomorrow
- 26/05/2012 23:52:19