|
2009/12/27
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Kategoria:
zwiedzam świat.
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Idę do pracy przez rowy i doły...
Ruda idzie do pracy.
Łosiem godzin. Nocka. Powrót o siódmej rano.
Bogowie!
Nawet własna Mama nie ma dla mnie za grosz współczucia.
- Mamo, muszę iść? [wzrok niczym Kot ze Shreka]
- Musisz. [robi spokojnie kanapki córce do pracy]
- Ale dlaczegoooo? [podkula kolana pod brodę]
- Dlatego, że więcej pięciu złotych na piwo nie dostaniesz [nadal ze stoickim spokojem kończy kanapki]
- Jesteś złą matką... [naburmusza się jak Dżiglipaff]
- Tak, tak, bardzo złą. Trzymaj te kanapki i idź już.
- Kujwa mać...
- I bez takich epitetów! No, kocham Cię, papa, ubieraj się i do roboty.
Niech mi ktoś powie, że praca uszlachetnia. Odgryzę głowę.
Albo inną ważną część ciała.
Pomruk niepokoju męskiej części widowni.
* * *
I t h i n k I ' m p a r a n o i d
a n d c o m p l i c a t e d