Mam dość tej dorosłości,najbardziej tego,że każda podejmowana przez nas decyzja,nawet ta najbardziej błaha,pociąga za sobą konsekwencje.I musimy je przyjąć i zmierzyć się z nimi z cała odpowiedzialnością.Stawić im czoła, w końcu są to nasze własne wybory.Nikt za nas tego nie zrobi.Ale co jeżeli konsekwencje naszych czynów, chwili zapomnienia,chęci pokazania języka światu,okazują się dla nas za ciężkie?Wymagają od nas za dużo poświęcenia, poświęcenia na które jeszcze nie jesteśmy gotowi?Albo po prostu boimy się, jak na to co może się wydarzyć zareaguje nasz mały świat?