* piatek 19.03 *
rano mały relaksik z kompikiem i szukanie projektów altanek. parę ciekawych stronek znalazłam. hmmm... czyżbym poszerzała moje kwaliffikacje jeszcze o konstruktora?! :) ależ ja zdolna bestia jestem :P
przyjazd do kadynz asią od pasji, magdą od palisady i monią kilerową. wszystkie 3 zniecierpliwione co tam nam dzisiaj p.nawara za siodła przygotował :) oczywiście jeszcze zanim dosżło do przymierzanek, to trzeba było doprowadzić i siebie (buty!!!!) i konia do jakiegoś porządku. ale udało się :)
przymierzałam:
-equipe (model oracle chyba) - jakies takie dzine było. co prawda lezało na nogach fajnie. trzymało we właściwym miejscu, nie czułam jakiegoś takiego dyskomfortu, ale siedzisko było jakieś takie zwykłe. jakoś nie dawało mi miejsca w którym powinnam siedzieć. nie dawało takiej stabilizacji. taka się czułąm zagubiona i latająca. poza tym gdyhby się czluchowi brykac zachciał, to to siodło na bank by mnie nie utrzymało.
-stubben-maestro de lux- nijak. wcale niemogłam się w nim odnaleźć. nie było oparcia dla nóg. w siedzisku lepiej, bo już po nim nie latałam jak w poprzednim, ale nogi to kongo. nie było "miejsca" gdzie powinny leżeć. nie było jakiejś takiej bazy.
-prestige top dressage-po pierwsze nie pasowało do czlusa, bo mu latało po grzbiecie, ale wsiadłam na spróbowanie pod moim kontem. no to w ogóle nie mogłam przyłożyć łydek, a już o zewnętrznej nie mówię. siedzisko śliskie, ale zrzucam na to że siodło prawie nowe.
więc ostatecznie nie wybraliśmy nic :/ a czlucho zaliczył 3 jazdy :P (ale tak swoją drogą, to się bardzo zestresował,albo naprawde coś się z nim dzieje, bo cąły czas miał srakę :/)
potem pojechaliśmy "mierzyć" kilerka, bo monia chce winteca isabelkę, a pan nie miał teraz ze sobą, ale chciał obejrzeć konia.
powrót do cesarskiej. ale po drodze sklep :) kupiłam sobie bułkę z parówką i colę :/
a w stajni tak się jakoś nakręciłyśmy z asią i monią, ze normalnie spontanicznie zorganizowałyśmy sobie w stajni...kurs masażu! o szczegółach poinformuję :)
* Taldan - wsiadłąm w sumie na sesję zdjęciową, ale zapomniałąm baterii do aparatu z siodlarni, więc tylko pojeździłam sobie. ale za to wykorzystałam monię kilerową, do bycia "straznikiem mojego dosiadu". pojeździłąm sobie bez strzemion i skupiałam się tylko na sobie. były przejścia i galopy. różnie było. czasem sztywno, czasem luźniej. ale przynajmniej w końcu praca nad sobą :) a w galpie miałam ręce na głowie :)
potem zdradziłam moni mój tajny plan "3K". i jeszcze jeden na sportowe wakacje :)
na koniec zaszłam ogladać naturalsowanie branki.
i przyjazd wesołym samochodzikiem do elblaga.
no i miałam wesoły wiczór. który przerodził się w mniej wesołą sytuację.
ODCHUDZANIA DZIEŃ 12:
na śniadanie 3 bułki z wędliną
bułka z parówką, zupka chińska
chipsy
30/10/2011 20:57:04
30/10/2011 20:49:14
30/10/2011 20:46:18
30/10/2011 20:39:22
30/10/2011 20:31:24
30/10/2011 20:29:13
30/10/2011 20:22:57
30/10/2011 20:20:38
Wszystkie wpisyklaudusia87
klaudiafedejko
karis13
quietworld
portdeath
ausia
acwynar
xequus
Wszyscy znajomi