Wigor
* czwartek 18.03 *
z rańca pozałatwiałąm sobie parę spraw. byłam w końcu na poczcie. wysłałam sprzedane ogłowie. w końcu, bo się pan trochę naczekał :P
potem arbeit...
* Wigor - konisko dotało dzisiaj drugą szansę. nie dałam za wygraną i pojechalismy znowu w teren. tym razem uzbroiłam się jednak w czarną na wypadek wyższych konieczności :P najpierw pojechaliśmy kadynami na plac do stadniny. tam chwilę pojeździliśmy. chłopak spisał się na medal! co prawda nie był jakiś wybitnie rozluźniony, co chwilę uciekał z kontaktu bo rozgladał się w nowym otoczeniu. ale ostatecznie jazda naprawdę była pomyślna, bo mimo stresującej dla niego sytuacji zachowywał się naprawdę fajnie. był do opanowania, słuchał, a spodziewałam się, że zostanę gdzieś na płocie albo jakiejś ścianie :P no i w galopie też ani nie leciał, ani nie ciągnął do wyjścia. za to stała się najpiekniejsza rzecz na świecie... do stajni, praktycznie całą drogę od stadninowego placu aż prawie pod samą stajnię jechaliśmy na ... dłuuugiej wodzy! a wiguś ani nie przyspieszał, ani nie ciągnął do domu. no super! bohater dnia!
no i żałosna sytuacja. żałosna, po protu :P chce mi się śmiać? płakać? głupota ludzka nie zna granic... :P
* Skarbek - podobną terapię szokową zaserwowałam skarbce :P też w zmysle pojechaliśmy do stadniny. ale ta jednak zaczęła się buntować chwilę za bramą. przy dojeżdżaniu do rzeczki, do której kiedyś poniósł mnie rower (nie wnikać :P) normalnie za cholerę nie chciała się zbliżyć. wręcz kłusowała mi do tyłu! na zmianę ze stawaniem dęba (narazie tylko takim małym, lekkim odrywaniu nóg, ale zawsze to początek :/). ale ostatecznie jakoś przeszłyśmy i było już potem ok. na placu stadninowym też sympatycznie. trochę była poddenerwowana, ale miałą tez momenty luźniejsze... nawet pomału zaczynała już mi w kłusie odpuszczać. w galopie też fajnie, nie leciała, dała się przytrzymywać. ustawienia nie wymagałam, a jedynie spokój i opanowanie. dzielna dziewczynka! :)
* Cesena - jazda na hali. bardzo, bardzo spokojna jazda. koka nie leciała, dawała się uspokoić, nie miała tych swoich przyruchów. dużo kłusowałyśmy, w tym ćwiczyłyśmy przejścia na dosiad na normalnym kontakcie, na takim luźniejszym i na luźnej wodzy. momentami był już naprawdę przyzwoicie :) galopik lekki w półsiadzie. ważne było jednostajne, spokojne tempo. jeździłyśmy na całej ujeżdżalni i na kołach.
potem sprowadzanie koni. no i dziś miał się zjawić p.Nawara do przymiarek siodeł dla mnie, magdy pd palisady i asi od pasji. więc oczywiście jeszcze wieczorkiem musiałam sobie przygotować mojego prestige'a, gdyby pan chciał je wziąć w rozliczeniu. a przy okazji oczywiście machnęłam sobie jszcze parę tranzelek.
potem podpatrywałam na hai jazdę klaudyny na brance i jak magda lonżowała ulę na palisadzie. no i oczywiście kibicowałam dziewczynom wygłupów na palisce :P ileż ta kobyłcia ma cierpliwości :P
no i przyjechał pan od siodeł! pokazałam mu pokój, w którym miał przenocować. a my wszystkie 4 pojechałyśmy do domu.
w domu oczywiście nie miałam już sił na nic... nawet na ebaya! co mi się zwykle nie zdarza :P
ODCHUDZANIA DZIEŃ 11:
rano zjadłam sobie 1,5 bułki z kiełbasą
w domu makaron z truskawkami i śmietaną.
30/10/2011 20:57:04
30/10/2011 20:49:14
30/10/2011 20:46:18
30/10/2011 20:39:22
30/10/2011 20:31:24
30/10/2011 20:29:13
30/10/2011 20:22:57
30/10/2011 20:20:38
Wszystkie wpisycarmelovaslodkosc
whisperer13
acwynar
klaudusia87
klaudiafedejko
karis13
quietworld
portdeath
Wszyscy znajomi