|
2010/03/22
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
obóz z rodzicami w Zdunowicach
ekspresja.
wiem, talentu Bozia poskąpiła
ale nieważne, mam sentyment do tego obrazka.
<ogólnie to było rysowane w kilka minut,
w czasie jednych zajęć
i kiedy tata to zobaczył spytał, czy on naprawdę tak staro wygląda.
otóż nie:ja po prostu niestety rysować niezbyt umiem
ale wykładam na to.>
< jest dobrze, jak jest>
tak, byłam na "Thirty-Two Kilos"
(zdjęcia w linku)
tak, nawet przerobione komputerowo są piękne
tak, inne laski, "normalne", mnie nie kręcą
tak, mam kompletnego fioła na punkcie wagi i odchudzania
tak, jestem tłustą świnią.
kocham te chwile, kiedy po prostu do mnie mówisz
i chcesz, żebym nawet ja nic nie mówiła.
kocham te chwile, kiedy się do mnie uśmiechasz
zwłaszcza oczami.
kocham te chwile, kiedy patrzysz na mnie i wiem
że jestem dla Ciebie tak cholernie ważna
kocham te momenty, kiedy wspominam o jedzeniu
a ty wykonujesz pseudolekceważące gesty
kocham się do Ciebie tulić
bo wtedy czuję się tak cholernie bezpiecznie.
(^.^)//
dziś obżarłam się jak świnia
warzywa + malutki kotlet z kurczaka + 11 małych kluseczek
na beztłuszczowej patelni
potem jabłko
i wieczorem pół mini-pizzy dla dzieci (ok. 110 kcal)
+ 5 długich rurek makaronu
+ 4 kluseczki.
+ sos.
mam nadzieję że mimo to nie wykroczyłam jakoś chujowo poza limit kaloryczny.
a warzywa, wiadomo, mało
makaron ok. pewnie 40g czyli ze 140kcal
sos ok 30kcal
pizza ok 110 kcal
kluseczki ok 140kcl
to samo to już w chuj dużo.
kurwa. będę grubą szmatą.
to co, zarzucamy tigery i do ćwiczeń.
i do perfekcji.
jebanej perfekcji, którą już czasem rzygam.
ale jest dobrze. przynajmniej będzie.
czasem gubię się w swoim dziwactwie.
czasem tęsknie do normalnego jedzenia, normalnego życia.
czasem chcę zjeść normalnie talerz spaghetti, pizzę, czekoladę.
ale potem rozumiem, że mam cel
i że mogę coś zmienić
że chociaż tu mogę być idealna.
więcej
chcę być idealna.
i tak naprawdę to mnie totalnie napędza do działania.
bo to naprawdę w chuj wkurwia, kiedy idę
a przede mną idzie mój brzuch :(
jes lus
bo póki co
mimo wszystko
jestem szczęśliwa ^.^
i wcale nie uczę się na to umierać.
ja po prostu wreszcie uczę się żyć.
na-swój-własny-pieprzony-sposób.
Adamie... :*
dziękuję Ci za dzisiejszy spacer.
dziękuję Ci za to,
że po prostu jesteś. :*