Wypromuj się tutaj

 

2012/05/24   

 

« następne   poprzednie »

ZUPA LORDA W KLIMATACH POST_APO xD 

 

 


 

 

 

 

Kolejny wybuch wzniecił pożar zachodniej palisady. Na dziedzińcu panował istny chaos. Wróg atakował nieprzerwanie mimo ponoszonych licznych strat. Klęczałem przy okienku strzelniczym. Byłem niemal pewny, że jeśli odpuścimy, nie uda nam się obronić naszej małej utopii. Mury kruszeją, ludzie padają z wycieńczenia. Została już tylko najsilniejsza ekipa. Reszta odzyskiwała siły w podziemiach. Oblężenie trwa już 3 dzień, ale mamy szansę je odeprzeć. Zostało nam jeszcze kilka asów w rękawie. 
- Custo! - usłyszałem wrzask. Parę metrów ode mnie, do ściany kulił się nasz radiotelegrafista. 
- Konwój ze wschodu wpadł w zasadzkę! Całkowicie ich odcięli! 
- Jak to?! - oblał mnie zimny pot. Serce przestało bić i różne obrazy przeleciały mi przez głowę.
- Nie utrzymają się długo! - gdy to usłyszałem zacisnąłem pięści i siarczyście zakląłem.  Skąd mogli wiedzieć którędy będą jechać? 
Musiałem działać. Nie było chwili do stracenia. Sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Wstałem i co siły w nogach pomknąłem do broniącego się na południu Nikodema. Ludzie przy palisadzie uwijali się jak w ukropie tańcząc między świdrującymi pociskami. A ja nie zważając na nic biegłem przez dym i odłamki drewna. Dotarłem wreszcie do naszego Lorda Dowódcy. Wykrzyczałem mu najlepiej jak mogłem pozycję w jakiej się znaleźliśmy.  Nic nie odpowiedział spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Bierz pięcioro najlepszych ludzi i jedź ich ratować. 
- Ale przecież potrzebujemy ludzi tu i teraz!  -  byłem w rozterce. Czysta kalkulacja podpowiadał mi, że życie kilku osobowego patrolu nie jest tak ważne jak utrzymanie całej osady. Z drugiej jednak strony w grę wchodziły uczucia i osobisty interes. Nie mogłem ich zostawić, nie mogłem dopuścić by coś jej się stało! Stałem w osłupieniu nie wiedząc co robić. 
- Idź! Na Twoim miejscu zrobiłbym to samo. - przyjaciel poklepał mnie po ramieniu. - Utrzymamy się do waszego powrotu a potem wspólnie im dokopiemy! - uśmiechnąłem się niemal przez łzy. Widziałem, że sam nie wierzy w to co mówi. Nie zdążymy wrócić i im pomóc. Forteca zostanie zdobyta, a wszyscy nasi ludzi stawiający opór, straceni.  
- Pojadę z Tobą - za plecami usłyszałem głos Ponkiego. 
- Nie! Wykluczone. Tylko Ty wiesz jak w razie czego uruchomić to ustrojstwo. - kiwnąłem głową w stronę wielkiego działa leżącego na dachu stodoły.  - Ale będę potrzebował osłony kiedy spróbuję się stąd wydostać. - Ponki kiwnął głową, szarpnął mnie za rękaw i pobiegliśmy w głąb podwórka. Na moment przystanąłem i odwróciłem się.
- Nikodemie! - krzyknąłem. Wiedziałem, że w takim wypadku widzimy się ostatni raz w życiu. Ta świadomość była tak silna i przygnębiająca, że mój organizm zablokował ją i pozostała głucha pustka. Wojownik odwrócił się.
- Dziękuję Ci! Do zobaczenia po drugiej stronie! 
- Do zobaczenia! Sława! - odkrzyknął i zniknął w kłębach dymu. 
 Ponki pobiegł przygotować motocykle, a ja udałem się szukać chętnych do natychmiastowego wymarszu. Całe szczęście długo nie musiałem szukać. Wilq i jego ludzie od razu zgodzili się na współpracę słysząc o zaistniałej sytuacji. Jak to możliwe, że z tak radosnymi minami godzą się iść ze mną na pewną śmierć? Nie mogłem pojąć, że to już koniec a jedyne co mogę zrobić to ocalić jedno życie kosztem setki innych.
Już po kilku minutach, uzbrojeni po zęby czekaliśmy z maszynami pod tylną bramą. Nikt nie wiedział o jej istnieniu po za nieliczną grupą osadników. Był to jedyny plan ewakuacji w razie tak zmasowanego ataku. Otwierając NAM drogę ucieczki, zamkniemy ostatnią szansę na wydostanie się innych obecnych w forcie. Nie mogłem o tym myśleć. Nałożyłem kask i zacząłem modlić się byśmy zdążyli dotrzeć na czas i by udało nam się wrócić zanim naszą utopię pochłoną płomienie.  
Szczęk zasuw, zgrzyt łańcuchów i warkot silników. Potem nastała cisza. Nie słyszałem wystrzałów i krzyków. Mknąłem szosą nie zwracając na nic uwagi, a w mojej głowie istniał tylko jeden cel, jedno imię...

 

 

 

 



 
Nie miejcie mi za złe, że ciągle pisze o naszej Kompanii i o takich typu rzeczach z moim udziałem. Mamy miliard przygód i część z nich choć neico podkoloryzowanych, chciałbym opisać :D  


Gdzie ma początek owa opowieść?  Nie wiem...
Może przy rozpoczęciu projektu Kaliningrad?
Albo kiedy udało nam się stworzyć dokładną dokumentacje działań na wypadek najgorszego?
Bądź też w momencie kiedy w samo południe stałem na dworcu z plecakiem i gitarą... 
 

. wbijać robaczki ^^

Wypromuj się tutaj

Brak komentarzy
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika custodis.

Najnowsze wpisy

Wpis custodis

24/05/2012 10:19:31

Wpis custodis

22/05/2012 12:10:59

Wpis custodis

21/05/2012 11:28:20

Wpis custodis

02/01/2012 9:58:26

Wpis custodis

11/11/2011 15:41:32

Wpis custodis

03/11/2011 12:39:31

Wpis custodis

04/12/2010 10:21:24

Wpis custodis

12/11/2010 12:36:43

Wszystkie wpisy