Niedziela. Kondziuś wraca. Ja nie mam siły się za nic wziąć, taka rozbita snuję się z kąta w kąt...
Poniedziałek - "jechać z Pawłem do Katowic czy iść na mecz?". Dobra. Nie jadę. Mam strasznie dużo nauki, więc zostanę. Dzwoni Katarzyna - "zbiórka o 11.20". Myślę sobie: "no pięknie! mogłam jechać na ten Śląsk, bo i tak się nic a nic nie pouczę". Płaczę. Po raz 435768 uświadamiam sobie, że jestem beznadziejna. Brakuje mi Konrada, więc jeszcze leżąc na łóżku pytam Mikasy, czy też za nim tęskni. A ta na słowo "Konrad" rzuca mi się na twarz i zaczyna mnie lizać. Załamuję się jeszcze bardziej. Jakoś jednak zwlekam się z łóżka. Ubieram się. Pakuję. Koszulka z numerem 54. Idę. Znów spóźniona, zapłakana, z ciężarkami na nogach i słuchawkami w uszach. Idę. Tramwaj. Przystanek. Jestem. Czekam. I już z dziewczynami. Mam w sobie ten gram radości więcej. Jedziemy już razem. Opowiadam odrobinkę o weekendzie. Adryś gada o jakiejś 8nastce, a w mojej głowie od razu ostatni piątek. Noc. I my na 8nastce Kasi i Asi. Ty taki niebieski, a ja taka eee? No nieważne. Jesteśmy już w VII LO. Szatnia. Godzina do meczu. Nie mogę przestać myśleć o Twoim wyjeździe. Chce mi się płakać. Płakać i spać. Kładę się więc na ławce i leżę, podczas gdy cała reszta się przebiera. Mam gdzies cały świat, bo chcę tylko Ciebie. Dobra. Myślę sobie: "jazda, obudź się wreszcie! pamiętasz co Łukasz mówił?! - nie spać przed wysiłkiem!!!". Przebieram się. Idę na rozgrzewkę. Obczajka przeciwniczek - "kurde, fajne spodenki mają"! No ale ok. Jeszcze kilka osobistych. Gwizdek. Jedziem! Gram. Opętana? Konrad. Piłka. Konrad. Wygrana. Konrad. Konrad. Konrad? Konrad! MOJA 15!!!!!! Przewaga. Remis. Strata. Remis. Przewaga. Ostatnia kwarta. "Gramy na czas". No gramy, gramy. 6 punktów. 8. 10. 12!? GWIZDEK! Już wiem, że wygrałyśmy! Krzyczę, skaczę, tupę! Co?!?! MY?!?! Przecież miałyśmy przegrać!! Lecę do Karoliny, potem Juli. Ściskamy się, całujemy, tańczymy. Wszystko! Patrzę na tablicę: 50:38. Euforia! Wreszcie mogę usiąść. Wreszcie ściągam buty. Wreszcie coś pozytywnego! Tak strasznie tego potrzebowałam! AAAAAAA! JESTEŚMY W 1. LIDZE!!!!!! ehe, MY!!!!!!!
Kocham być częścią drużyny. A te wszystkie pochwały? Cóż, strasznie mnie zawstydzały, ale też nieziemsko podbudowywały. Słowa, a tak wiele potrafią zdziałać...
Dzięki. Dzięki. Dzięki!
Użytkownik cremilicious
wyłączył komentowanie na swoim fotoblogu.