Pielgrzymka, pielgrzymka, pielgrzymka... No cóż, przyznam, że mam co do niej bardzo mieszane uczucia. Ba! Na samym początku zgodnie stwierdziliśmy (my ze zdjęcia + Karola ;] ), że ten wyjazd to będzie jedna wielka porażka. A do takiego wniosku doprowadzili nas nasi autokarowi przyjaciele z sekty, alias "civitas". No bo wybaczcie, ale kto normalny odprawia modlitwy o pieprzonej piątej nad ranem? Człowiek się specjalnie nie kładzie spać z myślą, że po co wstawać w środku nocy, skoro prześpi się w autokarze? Przecież tyle czasu byliśmy w drodze. I wyobraźcie sobie tutaj moje zaskoczenie, kiedy już, już układałem się do snu, a z głośników padło polecenie: "to teraz odprawimy jutrznię". I wiecie co, jeszcze bym na to wyłożył, gdyby tam sobie to po cichu odprawili. Ale nie, po co, lepiej drzeć się do mikrofonu, żeby wszyscy głośno i wyraźnie słyszeli jak fałszują. I tak do pierwszego postoju 6 godzin później...
A postój to też interesująca sprawa. Taniec belgijski na środku parkingu dla ciężarówek przy stacji benzynowej. No, ale przynajmniej wtedy poznaliśmy kilka normalnych osób z CKS'u. ;] Pozdrawiamy!
Swoją drogą była jeszcze jedna, jak dla mnie fenomenalna, ciekawostka. Nasz autokar był w 80% wypełniony ludźmi z gimnazjum, podstawówki i ewentualnie liceum z klas 1-2. Wyobraźcie sobie, że my, trzecioklasiści, tegoroczni maturzyści, przez całą drogę na pielgrzymce dla MATURZYSTÓW, byliśmy określani mianem uwaga, uwaga! GOŚCI. :] Paranoja...
Ale żebyście sobie nie myśleli, że faktycznie było beznadziejnie, bo nie było. :) Po pierwszym dniu sytuacja się już nieco ustabilizowała i bawiliśmy się naprawdę wyśmienicie. Poza tym lody w Wadowicach, dwie pizze i dzbanek Żywca w Krakowie i zimny Lech w samym centrum Poznania... No sysunia! :D Nie będę już wspominał o pozostałych akcjach i wypadach. ;) Nigdy w życiu nie zamieniłbym swoich przyjaciół na żadnych innych, potraficie zamienić najbardziej niepozorny wypad w fantastyczną przygodę, po której pozostaną odciśnięte ślady w pamięci na całe życie. Dziękuję!
Pielgrzymka przy okazji przypomniała nam jak blisko egzaminu dojrzałości już jesteśmy... Dojrzałość. Studia. Praca. Prawdziwe życie, samowolka, obowiązki, wreszcie wyjście z domu "na swoje". Powoli zaczyna się to, co takie stare wygi jak rodzice i dziadkowie nazywają "prawdziwym życiem". Trochę się tego boję, ale z drugiej strony strasznie mnie ciągnie do tego. Wreszcie zacząć coś robić, działać. Pokazać wszystkim tym, którzy we mnie nie wierzyli, że jestem w stanie wiele osiągnąć w życiu. Pokazać, że jestem wartościowym elementem społeczeństwa, silnym ogniwem, które spaja tak wiele innych. Stać się kimś.
Myślami zupełnie gdzieś indziej.
Daleko stąd.
"Hopeless
I'm falling down
filthy
I can't wake up
I can not hold on
I will not let go
worthless
It's over now
guilty
there's no way out
I can not hold on
I will not let go..."
(Breaking Benjamin, "Hopeless")