|
2011/11/21
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
"True", albo nawet blackmetalowe "trve" - słowo, które jest dzisiaj niczym punkt zapalny flame'ów na forach metalowych i YouTube. Żyjemy bowiem w dziwnych czasach, gdy miarą muzyki nie jest sukces zespołu, a wręcz przeciwnie, jego "undergroundowość".
To jest jak choroba tocząca od wewnątrz bądź co bądź subkulturę metalową. Zarzuty "sprzedawania się" i komercjalizacji zepołów można zauważyć wśród wszelkich gatunków ciężkich brzmień zaczynając od nu metalu, przez thrash, a na black/death kończąc. Jako że najlepiej czuję się w ostatnim środowisku, skupię się na nim.
Zacznijmy od początku. Prekursorem black metalu nie byli wbrew pozorom Norwegowie, tylko Anglicy. Dokładniej: zespół Venom, którego płyta "Black Metal" z roku 1982 użyczyła nazwy gatunkowi. Venom wychodzi z thrashu i próżno w nim szukać choćby growlu czy screamu. Znacznie się różni od tego, co można nazwać "drugą falą black metalu", którą zapoczątkowały zespoły norweskie na początku lat 90.
Już w tym momencie widać bezsens twierdzenia "True Norwegian Black Metal".
Idźmy dalej. Skandynawski black metal miał z założenia być muzyką głęboką, silną i bardzo nastrojową. Za muzyką szła ideologia antychrześcijańska, a czasem nawet nacjonalistyczna. Z początku brzmienie było... no cóż, powiem to otwarcie: To była kaszana. Słuchając dem bardzo rzadko można zrozumieć cokolwiek. Gatunek jednak chwycił i zyskał coraz więcej fanów, nie tylko w krajach skandynawskich.
I wtedy wszystko zaczęło się sypać.
Dlaczego? Za sprawą naturalnych zmian w muzyce. Środowisko metalowe jest bardzo konserwatywne wbrew pozorom. Fani mają tendencję do znajdywania nowego zespołu i przyjmowania do wiadomości, że to, co usłyszeli na pierwszej płycie, znajdzie się i na dziesiątej. Nie mam absolutnie pojęcia dlaczego tak jest. Można mi wierzyć lub nie, ale im dłużej zespół siedzi w swojej niszy, tym bardziej się nudzi. Ba, sami członkowie zespołu mają dosyć grania na koncertach w kółko tego samego. Każdy muzyk powie, że jedną z najciekawszych rzeczy jest eksperymentowanie z muzyką.
Oczywiście, to naturalne. Nie dla metali.
Skoro black metal był od początku surowy i brutalny, gdy każdy zespół miał swoją "chainsaw guitar" piłującą przez każdy utwór tak samo, gdy każdy wokalista skrzeczał jak Abbath, a stopa w perkusji wybijała wciąż ten sam rytm, niemal niezależnie po jaki zespół byśmy chwycili, to tak miało być już zawsze.
Nie rozumiem ludzi, którzy lubują się w słuchaniu ciągle tego samego. Wychwalania starych płyt i niedoceniania wartości płyt nowych. Ok, nie musi Ci się podobać nowy styl Twojego ulubionego zespołu, ale do cholery, przestań płakać wszędzie gdzie się da, że kapela X sięsprzedała i NIE JEST "TRUE"!
Wystarczy, że blackowy lub deathowy kawałek ma skrzypce lu pianino w tle i jest obrzucany błotem przez "prawdziwych fanów starych płyt" oraz porównywany do Dimmu Borgir albo Cradle of Filth. Tak mi przykro, że te dwa wyżej wymienione zespoły odcięły się od fali "true black metalu", bo chciały zrobić coś nowego. Ale nie, to nie przejdzie wśród fanów ciężkiego metalu! Gracie jak wszyscy, albo wypierdalać.
Abstrahując od tego, posłużę się pewnym przykładem. Sytuację darcia Biblii przez Nergala znają prawie wszyscy w tym kraju. A teraz niech ktoś odpowie, za co dokładnie postawione zarzuty mieli Varg Vikernes i Gaahl (bez zaglądania do Internetu)? Otóż to. Nergal narobił szumu. "Sprzedał się", jak niektórzy powiedzą. Nie mnie osądzać. Jednak grają muzykę, będąc "true" i chcąc przekazać swoją ideologię szerszej publice, powinno zależeć takim osobom na rozgłosie. Jeśli black metal to wojna, to nie powinna toczyć się w podziemiu. Coś tu nie pasuje, prawda?
Można odpowiedzieć: "Zespoły, które się sprzedają, są znane na tej samej zasadzie co Britney Spears". Nie zgodzę się. Scena metalowa i scena pop to dwa różne środowiska. Na tej pierwszej najpierw trzeba się wybić muzycznie, a potem robić show. Na tej drugiej nie trzeba być nawet dobrym muzycznie. Z resztą, o czym my rozmawiamy? Cała scena rockowa, jak i metalowa to show i nie ma sięco oszukiwać. W innym wypadku Gorgoroth nie umieszczaliby na scenach świńskich łbów, a Immortal nie kręciliby teledysków w górach.
Po przeczytaniu jednego komentarza na YT nie sposób sięz nim nie zgodzić. Ktoś napisał, że to przez takich ludzi jak "prawdziwi fani" ten gatunek jest skłócony i to oni poróżnili zespoły, którym niegdyś nie przeszkadzało czy jesteś z Anglii, Norwegii, Polski oraz jaka jest Twoja wizja ciężkiego grania.
Chciałbym bardzo, alby ten apel trafił do jak największej liczby odbiorców. Wiem, że tak się nie stanie, ale mogę pomarzyć. Nie zabijajcie atmosfery metalu. Ta muzyka istnieje, by dawać nam siłę, niezależnie od tego, jakimi środkami. Jesteśmy różni i mamy różne gusta. Jesteśmy siłą, która, gdyby była zjednoczona, byłaby nie do pokonania.
21/11/2011 12:59:58
01/10/2011 14:06:00
31/07/2011 13:20:57
04/07/2011 22:42:06
07/06/2011 22:31:14
23/05/2011 20:28:48
23/04/2011 22:40:12
27/02/2011 11:59:00
Wszystkie wpisyyahoopies
edas666
narcoser
republika
gamb
tofitattoo
bedlamingoliath
grimpiotras
Wszyscy znajomi