Ciocia mojego kolegi hodowała sobie w domu węża 'dusiciela'.
Karmiła go szczurami i innymi obrzydlistwami :)
rósł sobie i rósł, aż wkońcu wspomniana powyżej ciocia zrezygnowała z terarium i wąż sam sobie pełzał po mieszkaniu.
Miejscem które sobie najbardziej upodobał była kuchnia, więc leżał tam praktycznie całymi dniami.
Sielanka trwała kilka miesięcy, otóż w pewnym momencie wąż przestał jeść! :(
Marniał z każdym tygodniem, ciocia jeździła z nim po weterynarzach, jednak żaden nie miał pojęcia co mogło zaszkodzić kilku metrowemu wężowi, ponieważ do popularnych zwierzaków hodowlanych on jednak nie należał.
Wkońcu znajomi poradzili jej aby skontaktowała się z którymś z ZOO, przecież tam na pewno ktoś musi wiedzieć, co takiemu pupilowi może dolegać!
Ciocia plan wdrożyła już następnego dnia, przekierowano ją do opiekuna gadów.
Mężczyzna wysłuchał całej sprawy i po namyśle zadał kilka pytań.
- od kiedy wąż zaczął chorować
- jakiej jest wielkości
- ilu jest domownków którzy się nim zajmują
Kiedy usłyszał, że ciocia mieszka z nim całkowicie SAMA, szybko zawyrokował :
Musi pani jak najszybciej zamknąć węża w terarium ponieważ on na panią poluje!
Okazało się ,że kochane domowe zwierzątko, od tygodni nie przyjmując jakiegokolwiek pokarmu robilo sobie 'miejsce' na swoją opiekunkę :D obmyślało plan jak zaatakować swojego właściciela i w efekcie go pożreć!.
brrr :P
a co u mnie? marnieje :]