;D ;D ;D

Wypromuj się tutaj

Abrakadabra. 

2008/01/31   

 

« następne   poprzednie »
Pączo, pączo, pączo! Ten entuzjastyczny okrzyk wcale nie jest okrzykiem radości, ani nawet nie jest okrzykiem. Aczkolwiek wykrzyknik ładniej się komponuje. Odkąd pamiętam zawsze starałam się w jakiś sposób bojkotować tłusty czwartek, albo przez zwykłą niepamięć, albo przez ignorancję, irytację. A to wszystko przez nienawiść do pączków, lukru, kalorii i wroga mojego odwiecznego: skórki pomarańczowej. Potem zaczęłam adorować pączki z advocatem, zresztą wtedy uwielbiałam wszystko co miało w sobie advocat poza samym advocatem. A te pączki nie dość że miały w sobie advocat, były dość małe to jeszcze miały cukier-puder zamiast lukru! Ale potem mi się znudziły. Od czasu jakiegoś jednak zaczęłam po prostu wpierdalać pączki tłustoczwartkowe w ogromnych ilościach. Rok temu zjadłam pięć, wydłubując do zlewu mojego wroga - skórkę pomarańczową. Dziś nawet nie pamiętam. Wiem tylko że różowy lukier mnie urzekł, a moja rodzicielka jako zaopatrzeniowiec pączkowy wreszcie pojęła mą nienawiść do kandyzowanej skórki pomarańczowej. Ostatniego zjadłam na pół, i ostatnie pół które właśnie połykam zostało uwiecznione. Stałam się pączkowym potworem. Natomiast faworki mają dziś posmak smalcu. Pomijając pączkową rozpustę, trwam zawieszona w czasoprzestrzeni autodestrukcji emocjonalnej. I mam iście nasrane w głowie. A moje działania są iście irracjonalne. Po za tym nudzę się okropnie. Nieważne co bym robiła, czym się nie zajęła - nudzę się straszliwie. Podczas oglądania filmu, czytania książki, nawet podczas pisania tego gówna, się po prostu nudzę. Mam niebezpieczną ochotę na działania. Na naukę, na robienie rzeczy kreatywnych w jakimś stopniu, tylko że nic nie robię nadal. Siadam, albo po raz kolejny odwiedzam bezowocnie lodówkę czekając aż mi przejdzie (ukłon w kierunku pięknej pani która umie to tak łanie nazwać). Odstawiłam tabletki, mam huśtawkę nastrojów i niesamowitą ochotę na seks. Pomijając fakt że zapomniałam chyba jak to się robi, i nie ma nikogo kto by chciał (i ja także) mi przypomnieć troszkę. Sobota: nowy kolczyk. W następnym czasie czas przyjdzie na zmiany na głowie. Szukam punktu zwrotnego w mojej delikatnej i dekadencyjnej egzystencji, i jak to ja, zaczynam od wyglądu. Niestety dochodzę do wniosku że w tych kategoriach jestem dość pusta. I zdecydowanie próżna. Czuję się usprawiedliwiona. Mam za dużo książek do czytania, mam za dużo liter do wymyślenia i poskładania w ładne wyrazy i zdania, mam za dużo papierosów do wypalenia żeby myśleć o sobie, ale to i tak nie zmienia egoistycznego mego spojrzenia. Moją ostatnią i najgłębszą miłością stał się Henri Marie Raymond de Toulouse- Lautrec Monfa. Taka moja miłość głęboka że nauczyłam się jego pełnego nazwiska na pamięć. MIłość w kolorach absyntu i Moulin Rouge. Sprzedajna miłość na każdym rogu ulicy. Ktoś namiętnie mąci mi w głowie gryząc mocno i boleśnie (ale jakże przyjemnie) gdzie się da i licząc żebra językiem. Opowiada mi bajki nie mające racji bytu, a ja masochistycznie się w tym podtapiam, znajdując w tym namiastkę pewnej chorej erotycznej satysfakcji. Aczkolwiek status mój na więcej mi nie pozwoli, i męczący jest bardzo. Odkrywam w sobie nowe pokłady irracjonalnej zazdrości odbijające się w szarej rzeczywistości na osobach zupełnie przypadkowych. Chorobliwa nieśmiałość z dzieciństwa przerodziła się w obsesyjną trochę acz równie chorobliwą zazdrość. Marzę o odgrzewanych związkach. Wniosek dnia dzisiejszego brzmi: Poznaję wielu odpowiednich ludzi w nieodpowiednim dla mnie lub dla nich czasie, za późno, lub za wcześnie, natomiast w czasie najlepszym możliwym udaje mi się związać z osobami tego niewartymi. Niewartymi głównie mojego zaangażowania emocjonalnego. Ludzie się nie zmieniają, zmienia się rzeczywistość i dystans.
zapraszam

Wypromuj się tutaj

4 komentarze
daria - 02/02/2008 23:15:45
o boże pustka w głowie. Dzisiaj spędziłam całe popołudnie na zapadaniu w sen albo wymyślaniu, za co mogłabym sie wziąć. I wyszedł z tego, jak zresztą czesto teraz, kozi klocek w panierce ze skwarkami. Euforia spowodowana dzisiejszym doświadczeniem siedzi gdzieś pod skórą, czasami się ujawnia, ale maleje, bo zaczynam przechodzić z tym do porządku dziennego. Jestem o jakieś 2 bioplastowe gramy cięższa, i jest super. Marzę tylko o przeżyciu jeszcze tych paru godzin, żeby potem móc się kompletnie wyzwolić, tworzyć, a gdy za bardzo ścierpną mi nogi od myślenia i kombinowania, położyć się pod koc albo najlepiej kołdrę w panterkę.
Photoblog.PRO chatul  - 01/02/2008 18:59:10
Hm, ja też skórek pomarańczy nie lubię ;]
nooga - 31/01/2008 23:42:06
A Lautrec to nie byl ten fajoski mały typek co nieustannie ćpał i siedział w burdelu? A... był tesz doskonałym grafikiem.
bodek756  - 31/01/2008 22:21:08
fajna fotka:)

ale nie tylko ta fajna ;) inne też ;p

ogólnie cały fbl ciekawy ;)

pozdrawiam....

Najnowsze wpisy

Wpis ciaputa

23/04/2008 19:42:18

Wpis ciaputa

10/02/2008 14:59:01

Wpis ciaputa

06/02/2008 23:48:40

Wpis ciaputa

05/02/2008 12:12:49

Wpis ciaputa

31/01/2008 22:17:38

Wpis ciaputa

06/01/2008 1:06:40

Wpis ciaputa

03/01/2008 21:52:12

Wpis ciaputa

20/12/2007 23:36:39

Wszystkie wpisy