Mam ochotę wymiotować.
Mam ochotę pozbyć się wszytskich wnętrzności, zanim same zechcą wydostać się na zewnątrz. Mam ochotę wymiotować wszystkim, całą zawartością mojego ciała, organizmu, głowy, myśli. Mam ochotę ordynarnie rzygać wszystkim czego nie mogę dłużej znieść.
Nie mogę znieść mojej wyobraźni. Nie mogę znieść wiedzy jaką posiadam. Nie mogę znieść tego że.
Nie mogę znieść dotyku. Nie mogę znieść nawet spojrzenia. Nawet obecności. Nie mogę znieść faktu Twojego istnienia. Dotyku, spojrzeń, obecności, istnienia w mojej głowie, w mojej świadomości. Nie mogę znieść tego że.
Chcę bardzo zdrapać całą skórę, wydrapać wszystkie ślady Twojej obecności, tak bardzo pielęgnowane czułymi spojrzeniami kiedy nikt nie patrzy, wydrapać do żywego, do krwii.
Czuję pustkę w trzewiach, w oczodołach, w dużym palcu u nogi. Jestem pusta.
Czy prosty, a wręcz ordynarnie wyraźny komunikat przesyłany każdą cząską ciała jest naprawdę tak trudny do zrealizowania?
Przyznaj że nie jesteś w stanie zrobić tego, czego pragnę. Że nie jesteś w stanie wytrzymać. Ale umiejętność udźwięcznienia trzech prostych liter, powiedzenia "nie" jest sztuką za trudną do opanowania. Wolisz abym się sama domyśliła. Wolisz, abym czuła się tak jak teraz. Umierająco.
Jesteś Moją Umieralnią.
Tylko moja wyobrażnia w wyjątkowo sadystyczny i destrukcyjny sposób nie chce umierać.
A ja nie kocham. Ja tylko pożądam w bardzo skomplikowany sposób.
Każdego niesłusznie próbującego zrozumieć lub nie, starającego dię pocieszyć lub nie, uważającego się za domniemanego odbiorcę uprzejmie i z całego serca i w pełnym poważaniu mam ordynarnie w dupie.
A pijanym się wybacza. Czasem też.
Po-licz. Po-liż.