|
2010/02/25
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Tęknę za czasami kiedy wszystko było prostsze.
Kiedy chodziło się całymi dniami po Półwiejskiej.
Kiedy stukot tramwajowych kół zagłuszał rozmowy.
Kiedy szło się godzinę do Leśnej polną drogą.
Kiedy głośne "SZUM!" przywoływało do porządku.
Kiedy uciekało się z lekcji i jechało gdziekolwiek byle dalej.
Kiedy spacerowało się po zmroku długimi ulicami.
Kiedy gorąca czekolada smakowała jak największy afrodyzjak.
Kiedy śpiew ptaków budził późnym rankiem.
Kiedy pierwsze co się widziało to Kasia Cichochłopek.
Kiedy biegało się rano w cudownym towarzystwie.
Kiedy grało się w Jungle Speeda z totemem w innym pokoju.
Kiedy centrum życia stanowił balkon.
Kiedy turlało się po trawie w dół i w dół bez opamiętania.
Kiedy rozmowy nie miały końca i końca mieć nie musiały.
Straszna huśtawka nastrojów.
Raz dobrze, raz źle.
Smutno tu tak samej.
Chcę punktu oparcia, nawet w postaci szkoły.
Ale generalnie nie jest źle.
EDIT:
I mam naprawdę wspaniałych przyjaciół.