jakieś to wszytsko pokręcone jest.
niczego nie ogarniam, a najgorsze jeszcze przede mną.
błagam. niech to wszystko się skończy.
chciałabym napisać coś niesamowicie pozytywnego, ale niestety historia zabiła moje wewnętrzne "ja".
nie mam na nic siły. nawet na to, żeby się uśmiechnąć i powiedzieć sobie, że wszytsko będzie dobrze.
życzcie mi powodzenia, chociaż i tak umrę jutro.
jedynym pocieszeniem są warsztaty.
byle do rekolekcji.