Nie oczekujcie miłości, jeżeli nie okażecie mi, że coś dla Was znaczę. Nie oczekujcie rozmowy ze mną, bo rozmowa, jak sama nazwa wskazuje nie jest monologiem. Nie oczekujcie, że wezmę Wasze słowa do siebie, jeżeli wy nie rozumiecie moich. Starajcie się pozwolić mi żyć i istnieć na tym świecie. Bo jeżeli kogoś się nieustannie potępia to prędzej czy później poczuje się potępiony.
To nie jest tak, że nienawidzę. Nie potrafię wydobyć z siebie aż takich głębokich uczuć. Bo słowo nienawiść jest tanie i sprzedajne dla wielu. Dla mnie to słowo śmierć. Chciałbym to wszystko ułożyć od nowa, jeszcze raz... od podstaw. Tylko cholernie trudno jest odciąć od siebie cały świat i wyjechać. Jakim cudem ja, osoba z tyloma zaburzeniami, poznała tylu normalnych ludzi. Jak to się stało, że oni okazali się dla mnie tacy ważni. Jednak długo nie wytrwam w tej rzeczywistości zbyt długo. Mam nadzieję, że po maturze będę mógł pierdolnąć tym wszystkim i wyjechać gdzieś daleko. Najchętniej pojechałbym już w czerwcu. Za 86 dni będę pełnoletni. Cieszy mnie tylko szansa na niezależność. Chociaż domyślam się, jak to się może odbić w moim przypadku.
Wczoraj bardzo traumatyczny dzień. Generalnie pozytywny. Jednak zakończenie nienajlepsze. Byliśmy na wykładach na uniwersytecie. Jest już tylko jedna dziewczyna w mojej klasie, która mnie rozumie i kupiła ze mną fajki na w spółkę. Moją klasę zgubiłem i wracałem z młodzieńcami z pierwszej klasy. Poczciwi ludzie. Marto wiedz, że gdy bywam dla kogoś chamski, to jest to oznaka sympatii. Byliśmy na piwie... I pewnie nie pamiętałbym tego wyjścia zbyt dobrze, ale gdy pojawiła się w tym lokalu dyrektorka... Nie da się zapomnieć tego raczej. Kacper okazał się zły, bo złamał mi fajkę ;/
W drodze do domu spotykam M. Pytam się gdzie idzie, słyszę, że na tą imprezę, na której też będę. Jest 16;57... Dawid pisze, że spotykamy się w L*&ie o 17. Biorę zawartość barku i idę. Spóźniony o jakąś godzinę zastaję M, M2, K, C i D. Jest coraz weselej. Smutne jest to, że teraz każdy ma swoją paczkę fajek. Nie czuć już tej wspólnoty. Piję piwo... pijemy drinki ze spirytusem i idziemy dalej... kolejny lokal. Oglądamy MTV... Lady Gaga. Wszyscy są na nią napaleni. Tak, my fani rocka i metalu. Można palić tylko w przedsionku dlatego spędzam tam większość czasu. Pełen złości na świat i samego siebie nie mogę odreagować, nie mogę wrzucić na luz. W końcu idziemy do łazienki z połówką. Puszczam Comę, która idealnie odzwierciedla mój ból istnienia. Drę ryja na maksa.
No i właśnie usunąłem najciekawszą część. W każdym bądź razie potem poszliśmy do żabki po dębowe. Potem na wichrowe wzgórza. Dziewczyny musiały iść, zostaliśmy w trójkę, jak za starych lepszych czasów. Przypomina mi się piosenka Myslowitz " Chłopcy " Chyba każde słowo w tym utworze pasuje do nas. Każą mi pić, nie chcę, już nie trafia nawet do mnie argument jesteś artystą czy nie. Zresztą od godziny potrafiłem wypowiedzieć tylko jedno słowo. Spierdalaj, ewentualnie spierdalajcie. W końcu nie dość, że mówiłem do D spierdalaj to jeszcze nie piłem. W końcu nie wytrzymuję. Upadam na śnieg. Leżę. Kładę na sobie telefon, słucham Comy. Jestem poza światem. Nie kontaktuje, jest tylko we mnie mój, zapewne egoistyczny, ból. Nie widzę drogi we mgle. Nic już nie widzę. Trujące rośliny potęgują moje cierpienie. Zresztą wszystkie teksty Comy oddają jakieś wydarzenie z mojego życia. Może Coma nie ma pozytywnych tekstów, ewentualnie ja nie mam pozytywnych wspomnień. Ale nie, mam coś do czego wracam z przyjemnością. Bo przecież czas wiary w piękną miłość był dobry. Wiele wydarzeń związanych z Nią było... I tylko te trujące rośliny w głowie.
"Wznoszę się, aby za chwilę opaść na dno
Z roślin trujących bukietem idę w garści
Wszystko najlepsze co mogło być przepadło
Jeśli to tylko nieznośne poplątanie
Jeśli to tylko chwilowa zapaść woli
Jutro spróbowałbym Cię przeprosić ładnie
Jutro przyrzeknę Ci wszystko wynagrodzić
Niebezpieczne i ciemne
Moje wędrówki po piekle"
W końcu wstaję. Idziemy zaliczyć 3 lokal. Z D też jest źle. C jakoś się trzyma. Robią wieś, podpalają coś. Wkurwia mnie to. Bo śmierdzi. Bo jest złe. Mówię, że idę. Wstaję wychodzę. Później dzwonią za mną. Chyba jestem trochę oschły... Gdyby wiedzieli dlaczego, to może by zrozumieli. Nawet cieszę się, że mam do przejścia te 2,5 km, właściwie przez lasy, żeby dojść do domu.
Skąd te wszystkie negatywne uczucia we mnie. Znowu musiałbym cytować Comę. Cholera oni odzwierciedlają wszystko co mnie spotkało w życiu. Odpalam ostatnią fajkę. To już 30 tego dnia...... Wracam do domu. Udaję szczęście. Chociaż w moim domu i tak wszyscy wiedzą, że jestem człowiekiem skłonnym do depresji. Jednakże potrafią się tylko z tego śmiać, ewentualnie krytykować. Jak wszyscy. Śniło mi się dziś, że byłem fioletową świeczką, rosnącą pod drzewem. Ludzie przychodzili sprawdzać, jak sobie radzę, ja sam, jako człowiek przychodziłem... Pewnego dnia przyszedłem i już się nie palił ogień. Płakałem, wszyscy płakali... ale nic się nie dało zrobić, ogień zgasł....
Zdjęcie. Moje kochane miasteczko.
No i tradycyjnie. Myślcie sobie Qrwa co chcecie c'nie.