|
2010/03/14
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Kiedy pomyślisz jak wiele świeżości mogłeś zyskać...
Tak !
Wszystko było cudowne, było piękno którego nie umiałem przestać doceniać pomimo upływu czasu.
Wcale nie wstydziłem się tych zimnych melodii, kochałem światła latarni odbijające się na mokrym od deszczu asfalcie, tylko jego widziałem wracając do domu nocami, ze spuszczoną głową, gorącą krwią i pijanym, miłym szumem w głowie.
Chociaż wielu z tych miejsc już nie było i miały nigdy nie powrócić, były ze mną i odwiedzałem je w myślach...
Kiedy pożegnałem moją miłość, mogłem uśmiechać się dalej, w ten sam sposób. Wszystko inne pozostało takie samo, nie... stało sie lepsze. Każdy kwiat na tym drzewie.
Zrozumiesz kiedyś , że szkoda czasu na miłość, na to jak wielką plamę krwii ciągnie za sobą,
jak długo kapie z Ciebie zatruta krew, byś musiał ..zwiędnąć, wszystko musi wypłynąć.
Potem w pierwszych promieniach słońca możesz zacząć rosnąc na nowo, bez kropli trucizny we krwii, normalnie tak,
jak na początku.
Uważasz, że to smutne? Dobrze, ale tak musi być, tak jest cudownie.
Miałem w sobie tyle endorfin, że żadne złudzenie nie było wstanie mnie powalić, żadne wspomnienie powstrzymać.
Powiedziano mi, że marzenia muszą być i nie są niczym złym. Jak zbudzony ze snu romantyczną piesnią, dkrywałem raj na nowo rozkoszując się każdym kolorem i smakiem, dzwiękiem...
Malice through the looking glass