zapraszam ;)

Wypromuj się tutaj

rzułf, thusz i códzysyuf 

2011/04/25   

_

« następne   poprzednie »
_

"Poczułam pustkę, gdy okazało się, że nawet pod kołdrą we własnym łóżku jest mi zimno. "  // fbl.pl/kaliopena

Od ponad pół roku nic nie pisałam. Raz nie miałam czasu, innym razem wysiadł internet; potem nie było sensu, a teraz nie ma zdjęć. Po formacie w lutym zżarło mi dosłownie wszystko, do dzisiaj nie mogę przeboleć tego. Brakuje mi poukrywanych obscenicznych zdjęć przy pełni, albo x razy powtarzanych zdjęć z którąś z moich wariatek. Kolonie, wyjazdy, sentymenty... Takie życie, nie ma co.

Za to dzisiaj piszę, aż dziwnie... Po takim czasie. Ale to wszystko jest dość proste, bardzo proste. Przez ten piękny pierwszy studencki semestr siła Coriolisa wznosiła mnie decymetr nad powierzchnię, o takich dawkach energii można tylko pomarzyć. Aż przychodzi taki dzień, jak ten, kiedy - jak to pozwoliłam sobie zacytować - we własnym łóżku jest pusto, zimno. To taki naprawdę ohydny paradoks, kiedy na swoim miejscu czujesz się nieswojo. W pokoju, który w czasie okresowej nieobecności stał się swoistym magazynem, wśród nowych zasad, problemów, uciążliwych mankamentów. Przypomina to powrót do starych murów, gdzie podwórko zalano betonem, z salonu dziecęcego zrobiono kuchnię z aneksem i spiżarnię na weki babci nowej rodziny, która tu zamieszkała, i dziwnych gości wita z niesmaczeniem.

Samotność znowu zagości w tym pokoju; wręcz się cieszy, że znów ją spuszczono ze smyczy. Ot bura suka

 

Czy to czasami nie jest tak, że idzie się za daleko?, że bierze się to, co jest ponad siły, albo ponad stan? Podobno czasem to doprowadza do jeszcze większej tragedii, niż by się kto tego spodziewał. Nastraszniejsze w tym jest ten pęd, który właśnie niesie tak daleko. Czasem jest jedynym sposobem na życie-bycie jako-takie,  utrzymywanie się przy zdrowych zmysłach.  Mogłabym pisać bez końca o tym wszystkim, co nas spotkało... O pięknych porankach. Długich nocach. O jeszcze dłuższych wstrzymanych oddechach i niekończących się pocałunkach. O tym śmiechu, który przeorał moją pamięć na głębokość Rowu Mariańskiego już dawno temu. O tych wszystkich pięknych drobnostkach, nad którymi potrafię rozczulać się godzinami.... Tyle, że nie wiem, czy jest w tym sens. Na to miejsce jest gdzie indziej; w mojej głowie, symbolicznie w sercu. Tutaj, prędzej czy później, i tak to kiedyś zniknie. A żeby złamać mnie i to, co we mnie siedzi, potrzeba zdecydowanie więcej. Nie ogarniam takiej siły ponad tą, którą ja mam. W sumie to my, ale co to za różnica...

 

 

Zbieramy obrazy od nowa. I całą resztę też.       Dobranoc.

Tercet

Wypromuj się tutaj

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

_

25/04/2011 0:55:46

_

11/08/2010 16:25:07

_

19/05/2010 21:05:14

_

29/04/2010 0:27:52

_

10/04/2010 15:09:34

_

30/03/2010 21:13:47

_

15/03/2010 20:50:01

_

08/03/2010 23:29:55

Wszystkie wpisy