Tira Masakry niebezpieczne związki
Kronikarz Gall. Postać niejednoznaczna. Trudna. Niewiele mówi. Kiedy nie podtrzymuję rozmowy, zapada cisza. Chyba za stary do kochania. Albo poznaliśmy się w nieodpowiednim momencie. Zawsze, kiedy go dotykam, myślę o jego poprzedniku. Być może tamten był tak miękki, tak gładki, ciepły - bo pierwszy za czasów mojej krakowicy. A może rzeczywiście miejsce determinuje wydarzenia - jak mówi Hegel.
Kronikarz Gall nie przepada za niespodziankami. Nie bawią go artystyczno-studenckie incydenty, średnio lubi towarzystwo niezapowiedzianych gości. Czasem zgodzi się na imprezę, inicjatywy zupełnie poza sensem - ale to sporadycznie i po długim namyśle.
Kronikarz Gall jest zdecydowanie lepiej zbudowany niż mój eks. Ma całkiem spory korytarzyk, dorodną kuchnię z balkonem, dwa pękate pokoje i niczego sobie łazienkę. Ale jest niedostępny. Zamknięty w sobie. Taki introwertyk. Kiedy zobaczyłam go pierwszy raz, zrobił na mnie wrażenie. Imponował mi dystansem wobec rzeczywistości, skłonnościami do samotniczo-straceńskich zachowań, alienacji. I jakimś takim podniecającym olewactwem. Artystycznym, ciut pozerskim brakiem zainteresowania sprawami codzienności. Trochę niepokoiła mnie niezmienność jego przekonań. Niezachwiana trwałość wyrobionych poglądów. Brak poczucia humoru zobaczyłam później. Ukywał ten fakt pod maską indywidualizmu.
Jego skóra jest szorstka w dotyku. Ma zmarszczki, szczeliny. Jak otynkowana, niemalowana ściana. Zawsze zimne dłonie i stopy. Nawet usta rozgrzewają się tylko w wyjątkowych sytuacjach. Ubiera się staromodnie i niechlujnie. Często ma zaschnięte plamy, wyszarpane dziury, postrzępione nogawki. Udało mi się go przekonać, żeby wybrał sobie parę nowych rzeczy w Ikei, ale jego styl i tak jest kiepski.
Właściwie wszystko mu wybaczam - jego oziębłość, brak zwyczajnych kaloryferów i gazu. Przymykam oko na nieszczelne okna, olejną farbę do połowy ścian w łazience, za krótką wannę. Nawet na ten chybotliwy kibel. Nie mogę tylko znieść podejrzanych kręgów, w których się obraca. Jego kumpli - wkurwia mnie potężny, prymitywny Biprostal. Zesrywam się na tą idiotkę Avitę. Gardzę Pralnią i Delikatesami. Krew mnie zalewa i sierść mi się jeży na karku, gdy spotykam Rafała, zwolennika fallicznych performensów.
Często zdarza mi się nie wracać do Kronikarza na noc. Dobrze wie, że zdradzam go co najmniej raz na tydzień na Sławkowskiej. Nie robi awantur. Tylko trochę zrzędliwie popstrykuje knykciami na ścianie w przedpokoju.
Nasza miłość jest rutynowa i źle zaaranżowana. Niedopracowana. Dlatego zabrałam się do szycia mojemu Kronikarzowi Gallowi Gallotów. Przy pomocy dziewczyn pierwsza para będzie gotowa na najbliższy piątek.
Być może dzięki tym Gallotom - gdy znów przyjdzie przysposobić do kochania inne, z początku obcoszorstkie, zimne, zimne mieszkanie - przyjdziesz mi do głowy, mój Kronikarzu.
26/05/2009 23:21:00
21/02/2009 21:59:11
20/02/2009 17:06:25
25/01/2009 17:24:51
04/01/2009 22:35:04
20/11/2008 12:20:06
31/10/2008 17:57:26
01/09/2008 16:19:02
Wszystkie wpisybuahahaha
saille
kochamzus
divertimento
peanutbutter